niedziela, 5 czerwca 2011

Rozdział 6-Pocałunek.

Oczami Jasmine.
Wstałam.Dręczył mnie kac.Byłam rozpalona.
-`Chora?`-pomyślałam.Głowa mnie napierdalała tak mocno,że nawet własnych myśli dobrze nie rozumiałam.Leżałam.Nie miałam ochoty ruszyć nawet okiem.Nagle do pokoju ktoś wbiegł.Byłam mocno wkurwiona.
-Kurwa !-krzyknęłam nienormalna.Otworzyłam oczy.-Justin ! Zjebie !Nienawidzę cię!
-Super.-powiedział olewająco.
-Co ci?-spytałam.Justin nigdy by tego tak nie zostawił.Musiał by dodać swój własny `komentarz`.
-A co ma być kurwa?!-warknął.
-Dobra nie odzywam się bo jeszcze włosy ci odpadną.-powiedziałam ironicznie i próbowałam wstać.Pierwszy raz-dupa.Drugi-już lepiej.Trzeci-udało się!
-Upiłam się.
-Aha ja też.
-Hmm...Boli cię głowa ?
-Nie kurwa swędzi mnie.-wkurwił mnie.Pierdolnięte dziecko.
-Słuchaj masz może pożyczyć jakąś koszulkę?Ta mi się ubrudziła.
-Nie wiem.Idź do Christiana on pewnie ma .-powiedział naciskając na imię ` Christian `.
-Okej.Nara.-popatrzył na mnie.Wyszłam chwiejąc się trochę.Weszłam do pokoju chłopaków.Chrisa nie było.
-Justiiinnn !
-Czego chcesz?-mruknął pod nosem.
-Gdzie jest Chris?
-W domu.
-Dasz jego numer telefonu?
-Nie.
-Czemu?
-Bo tak mi się podoba.-poszłam do niego.Moja ochota na rzucenie w niego krzesłem była prawie zrealizowana.Jeszcze trochę i...Telefon zadzwonił.
-Słucham?-spytałam dosyć nie wyraźnym głosem.
-Jas?To ja Emma.Mogę wpaść?
-Yyy przyjdź pod dom Biberów.
-Jesteś tam?-spytała oszołomiona.
-No tak.Opowiem ci wszystko jak przyjdziesz.
-Ok już idę.
Rozłączyła się.Podeszłam do Justina.
-Ej!-krzyknęłam śmiesznie.-Masz łaskotki?
Uśmiechnęłam się.
-O nie ! Nie masz prawa.-zaczęłam ganiać go po całym pokoju aż w końcu rzuciłam go na łóżka i przygniotłam go.
-Daj jego telefon bo możesz nie wstać już.-śmiałam się.Widać że mu się to podobało.-I nie pokazuj tych swoich humorków dzieciaku.
-Zejdź ze mnie!Szybko.Umieram . . .-Bieber udał,że umarł.A ja się tylko śmiałam.
-Nie szpanuj!Justin!-waliłam go w twarz.-Justin?
-Meee...!-udawał że płacze. Rozbawiło mnie to strasznie.Nagle do pokoju weszła mama Justina.W tym momencie Bieber upadł z łóżka ze śmiechu.Śmieliśmy się,a mama Justina Pattie była zamurowana.
-Mhm.Przepraszam.-poszła sobie.
-Hahahahahahahahaha!-śmieliśmy się do upadłego.
-Ej Justin masz w końcu jakąś koszule czy nie?
-Mam,ale ja mam bardzo markowe ciuchy.-zaszpanował i ciągle podnosił brwi do góry.
-Aha,a ja mam bardzo markowe kopnięcie w dupę.
-Uuuu.-skrzywił się.-Nie.Nie boję się.
Podniosłam się i udałam,że jestem obrażona.Justin się na to złapał i podniósł się z łóżka po czym podszedł do mnie i popatrzył na mnie.Zrobiłam to samo.
-`Jego oczy są piękne.Czekoladowe,prawdziwe,czyste i . . .Jasmine! Opanuj się.`-pomyślałam.
Zbliżył się do mnie.Byliśmy blisko,ale wiedziałam,że chcieliśmy jeszcze bliżej.Tak bardzo bliżej,że można byłoby poczuć swój oddech.Właśnie w tym momencie tak było.Ja czułam jego perfumy a on moje.Pocałowaliśmy się.To nie był jeden z tych szczeniackich pocałunków.To było coś mocnego.Bardzo mocnego.Moment ten trwał nie więcej niż 5 minut.Chcieliśmy jeszcze więcej.Justin położył swoje dłonie na moje policzki,które głaskał delikatnie i powoli.Uśmiechałam się.To było coś wspaniałego.Moje ręce też dały się ponieść i znalazły się na jego biodrach.W tej chwili-w tej pięknej chwili ktoś wpadł do pokoju.Justin i ja oderwaliśmy się od siebie.
-Oooo! Jesteś Jas!Dzwoniłam.Czemu nie odbierałaś?Czemu siedzisz z tym kimś?-mówiła szybko Emma.
-`Dzwoniła?Chyba ten niesamowity moment kiedy ja i Bieber byliśmy razem odpłynął nas tak daleko,że nawet nie słyszeliśmy dzwonka mojego telefonu.`-pomyślałam.Zapewne tak było.
-Tak jestem tu.
-Ale co wy tu robicie?
-Nic.-odpowiedział Justin i popatrzył na mnie.
-Właśnie-nic.-zarzuciłam.
-Halo?!Co z wami?-podniosła ręce i machała przed moimi i jego oczami.-Ej! Dobra możecie się dogadać.Błagam was bo dla mnie to robi się męczące.
-Dobra.-powiedział Justin.Byłam bardzo zszokowana.
-`Czy on powiedział 'dobra'?! To chyba jakiś żart.On naprawdę tego chce? Może spróbujemy.`-myślałam.
-No wreszcie! A wiecie jak zaczniecie ? Dziś mam wolną chatę.Będzie impra na całego. Mnóstwo procentu i czego tam będziecie chcieli jeszcze. Co o tym myślicie?-szczerzyła się.
-Może być.-jęknęłam i padłam na łóżko.To pewnie przez kac.Nie czułam prawie głowy.Mętlik w niej był niesamowity.Justin i Emma podeszli do mnie.
-Stało się coś?-spytała Emma trzymając mnie za głowę.
-Pójdę po wodę.-powiedział Justin.
Poszedł.A ja powoli wstałam i udałam się do łazienki.Tam obmyłam twarz zimną wodą i przetarłam ją ręcznikiem.
Oczami Justina.
Poszedłem po wodę.Następnie zaniosłem ją Jasmine.
-Masz.-dałem jej szklankę.
-Ymm...to ja lecę szykować dom.Narkaa!-Emma wyszła z pokoju a ja patrząc na Jas powiedziałem:
-Myślę ciągle o naszym pocałunku.
-Yhh no ja też.-piła dalej.
-Powiedz mi...co będzie dalej?-spytałem.Przybliżyłem się do niej i wyrywając jej kubek z ręki położyłem go na kredensie po czym przytuliłem Jasmine. Nie chcąc czekać na jej odpowiedź pocałowałem ją.
-Justin my przecież się nienawidzimy.-znów zacząłem ją całować.Tym razem mocniej i bardziej nachalnie niż pierwszym razem.Lekko prowadziłem ją w stronę łóżka.
-Nie!-krzyknęła.-Jesteś tym kolejnym dupkiem co chciałby tylko jednego.
-Ale...-wystraszony nie mogłem zbytnio mówić.
-Seks tylko ci w głowie.Myślałam...myślałam,że może zmieniłeś się,że może jesteś inny ! A ja po chuj dałam ci się lizać.
-Nie prawda.Nie jestem taki.-zmieszany powiedziałem.
-Tak jasnee.Daj mi tą jebaną koszulkę i mogę stąd iść.-podszedłem do szafy i dałem jej moją ulubioną bluzkę.-Nara.
Wyszła z pokoju.
-`Kurwa . kurwa ! Co ja robię!? Ona ma rację.Muszę się opamiętać.Ale ja coś do niej czuję.`-myślałem.
Oczami Jasmine.
Szłam,szłam i łzy mi napływały się do oczu.
-`Dupek.Jebany sukinsyn.`-pomyślałam.Na ulicy nie było zbytnio dużego tłumu.Koszulka Justina leżała dobrze.Weszłam do domu.
-Mamo!Jestem!
-Dobrze.Chodź.Przyszłaś w samą porę.
-Jak to?
-No chodź.-zdjęłam buty i powędrowałam do kuchni.
-Tato! Tato !-rzuciłam się na tatę.-Kiedy przyjechałeś?Dobrze się czujesz?
-Tak już jest o wiele lepiej.-uradowana przytuliłam go mocno.
-Tak się cieszę.-usiadłam na krześle i ciągnęłam dalej...-mamo , tato mam do was prośbę.Dziś u Emmy jest impreza.Mogłabym pójść?Proszę.
-Pewnie.-powiedzieli prawie jednocześnie.
-Ale...tak po prostu mi pozwalacie?
-Tak.-uśmiechnęli się.
-Rozmawiałam z tatą i dużo mówiliśmy o tobie.Za mało czasu spędzamy razem.Pewnie czujesz się odrzucona,prawda?-mówiła moja matka.
-No rzeczywiście masz rację.-mruknęłam.
-Dlatego chcemy nadrobić zaległości.
-No dobrze.To ja mogę się już szykować?-spytałam.
-Tak.Idź i baw się dobrze.-powiedzieli.Poszłam do łazienki...
***
Macie.Mam pytanie.Czy podoba wam się nowy wygląd bloga?
I mam nadzieję,że czytacie to coś co piszę.
Dużo czasu spędzam na pisanie,ale pamiętajcie,że też mam swoje życie.
Wycieczka była okropna.Bez pytań.
Rozdział nie jest jakiś dobry ale bywa...
Do następnego ♥

poniedziałek, 30 maja 2011

Rozdział 5-Przyjaciele czy coś więcej?

Na początek.
Przepraszam was.Ale nie mogłam się pozbierać.
Mam nadzieję,że jeszcze zaglądacie tu.
Nie mam nic na usprawiedliwienie.: (
Zmieniłam bloga.Historia ogólnie potoczy się inaczej.
Tamta była nudna.
Zmieniłam ją i powinno być okey.
Piszę na dwóch blogach.Mam nadzieję,że dam radę.
Za dwa dni jadę na wycieczkę.
Nie będzie mnie do piątku.

A teraz coś dla was.:
***
CDN.
Byłam trochę zawstydzona.Nie wiedziałam co zrobić.Pomógł nam.Cieszyłam się ale z drugiej strony trochę mnie wkurwiał.Nadal w moich oczach pokazywał się stojący na scenie i śpiewający jakieś bzdury o miłości.
-Mammo !-krzyknęłam.-Mamo!.
-Co chcesz?-zapytała patrząc w lusterko i poprawiając sobie swoje korale.
-Samochód już jest.
-Już?!-spojrzała na srebrny zegarek.-Wychodzimy.
-Okej.-odpowiedziałyśmy razem z Bellą.
Wyszłyśmy na zewnątrz.Szłam patrząc w dół.Bałam się,że zaraz w coś wpadnę lub potknę się.A jednak.Musiałam się wyjebać.
-Kurwa!-powiedziałam pod nosem żeby mama nie słyszała.
-Hahaha!-zaśmiał się Bieber.Lecz ja tylko popatrzyłam na niego groźnie i próbowałam wstać.Czarna sukienka była krótka.
`Jeżeli teraz wstanę to będzie mi coś widać`-pomyślałam.
-Fuck!-krzyknęłam-Mamo podaj mi rękę.
-Nie wygłupiaj się .Wstawaj.
-Mamo ale...-wtedy podszedł Justin.Złapał mnie za rękę i zakrył swoim ciałem mnie.Wiedział,że w krzakach może ukrywać się paparazzi.
-Wstań.Nie bój się już.-uśmiechnął się.Powiedziałabym teraz,że sobie sama poradzę,ale nie mogłam.Cieszyłam się,że podszedł i chciał mi pomóc.
-Dzięki.-wymusiłam uśmiech.Podniósł mnie.Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do jego willi.


-Mamo jesteśmy!-krzyknął JB do swojej mamy.Z pokoju wyszła ciemnowłosa kobieta o serdecznym uśmiechu.
-Dzień dobry.-powiedziałam.-Miło mi panią poznać.
-Mi również.Justin dużo mi o tobie opowiadał.
-Ahaa...-przerzuciłam oczy na Biebera.
-Yyyy.Chodźmy już do stołu.-zachciało mi się w tym momencie śmiać,ale się powstrzymałam.
Usiadłam przy stole,a Justin obok mnie.No i zaczęło się.Jego but ciągle bił moją nogę.
-Justinn...ogarnij się.-szepnęłam.
-Jasmine...przestań.
-Justin...ogarnij się.
-Jasminee...kocham cię.-zatkało mnie.W tym momencie zrobiłam minę typu ` WTF `.
-Spoko.Ja ciebie nie.
-Wiem,że tak.
-Nie.
-Tak.
-Ni...
-Opanuj się Biberr !-szepnęłam już głośniej.
-Okej.Ale jak coś zrobisz...-uśmiechnął się z tych jego uśmiechów cwaniackich.
-Yyy.A co ty niby ode mnie chcesz?-spytałam.
-Buziii!-powiedział głośno.
Każdy siedzący przy stole spojrzał się w tej chwili na świetnego Biberka.
-Yyy mogę iść razem z Jasmine do pokoju?-spytał. Cooo!? Co on sobie myśli.Bella spojrzała się na nas groźnie.
-Pewnie.-mama Justina znów wróciła do rozmowy z moją mamą.
Poszliśmy do pokoju.Był on wielki.
-Co ty kurwa tam odpierdoliłeś?Buzii?! Spierdalaj.-powiedziałam.
-Ej noo kotekk !-popatrzył na mnie.
-A gdzie twój przyjaciel?
-A co zakochałaś się?
-Wal się !-poprawiłam sobie włosy,które trochę mi się podniosły.
-Chris gdzieś poszedł.Chyba na skatepark czy coś...Powiedz mi dlaczego tak się odzywasz?Serio z ciebie taka ostra babka?
-Prawdopodobnie dla ludzi z problemami z mózgiem taka jestem.-Justin olał to i ciągnął dalej.
-Siadaj na łóżko.-usiadłam po czym on zrobił to samo siadając obok mnie.Byliśmy parę centymetrów od siebie.-Za bardzo nikogo tu nie znam...
-A co mnie to obchodzi?-wcięłam mu się.
-Daj dokończyć...Jasmine możesz być w stosunku do mnie normalna?Serio możemy się lubieć.Tylko daj się lubieć.
-Przemyślę to.Zrywamy się stąd?-zapytałam już znudzona.
-Haha jasnee .Gdzie tylko ze chesz .
-No to bierz kasę i idziemy na piwo.
-Spokoo.-Zabrał pieniądze i wyszliśmy balkonem,ponieważ  nie chcieliśmy aby Bella poszła z nami.Wyszliśmy na jezdnię i udaliśmy się do jakiegoś clubu.Weszliśmy tam po czym udaliśmy się do lady.Bieber zamówił tam dwa kufle piwa.
-Wypijesz?-spytał.A ja przytaknęłam głową na znak że ` tak `.-To dawaj.
Piliśmy , piliśmy , piliśmy ,piliśmy ,piliśmy ,piliśmy i piliśmy .Dobra kurwa po prostu piliśmy do woli.
-Mam dość.-byłam upita .Chyba nawet tak bardzo najebana że dalej się nie mogło.
-Ja też kurwa.Ja pierdolę.-popatrzyłam na niego i dodałam:
-Nie pierdol tyle bo dzieci będziesz miał dużo.
-Ehem z tobą mogę mieć dużo.hahaha.
-Ale się uśmiałam.
-Widzę właśnie.Sikasz occzami .hahaha
-Ogarnij dupę.
-Idziemy.-złapał mnie za rękę i pociągnął.Wyszliśmy z clubu i szliśmy przez jezdnię.Tzn my nie szliśmy bo to co tam robiliśmy to nie można było nazwać chodzeniem.W końcu trafiliśmy na dom JB.Spojrzeliśmy w okna.Było widać światła,czyli nie będzie przypału.
-Jeaaa.-tańczyłam taniec radości.
-Ej wchodzimy na drzewo i wejdziemy oknem.-wskazał palcem na otwarte okno.
-Okej.
Weszliśmy na drzewo.Zdaję mi się że był to dąb.Byliśmy już na wyznaczonym miejscu.Teraz tylko pozostało wejść przez okno.Oczywiście Justinowi musiało coś głupiego wpaść do głowy.
-Pss.SOS dla Jasmine.Ktoś jest w pokoju.
-To na pewno Chris baranie.
-A no racja.Christian !-krzyczał.
-Kurwa!Starsze nas usłyszą.Ciii!-uciszyłam go.
Oczami Justina.
Ucichła mnie.Ale niestety moje krzyki ktoś usłyszał.
-Ja pierdole!
-Patrz to Chris!-powiedziała głośniej.
-Yyyy...co wy tu robicie? Pojebani? I jeszcze razem!?Łaaał.-wpatrzył się na Jas.Nie wiedziałem co robić.Po chwili poczołgałem się do okna.
-Złap mnie.-Christian był zmęczony wzniesieniem mnie do domu w dodatku z moją masą i moim pijaństwem.Potem była kolej Jasmine.Chciałem jej sam pomóc,ale mój przyjaciel [czyt.Chris] był pierwszy.Złapał ją za rękę a potem podniósł i trzymał na rękach.
-Ej no bo upadniesz.-powiedziała Jas śmiejąc się przy tym.
-Nie bój się.Ciebie utrzymam .Lekka jesteś jak piórko.-Następnie podszedł do łóżka gdzie położył Jasmine.-Śpiąca jesteś królewna.Co ty powiesz swojej matce?
-Powiem,że mnie Justin upił i oto poszłam spać.Hahaha.-śmiała się.Patrzyłem na nich.Nie wiem czemu ale robiło mi się nie dobrze i strasznie chciałem wstać i rozdzielić ich.Czyżby mi na niej zależy?Niee na pewno nie.Co ja pieprze.Alkohol robi ze mnie kretyna.Ale...Czy ją polubiłem?Tak,tylko jak idziemy na piwo.Czy ją kocham?Hahaha...tzn...ja...nie wiem.
Byłem zły i smutny.Wstałem.
-Spierdalam stąd.-popatrzyli się na mnie jak na idiotę.Nie dziwie się im.
Oczami Jasmine.
O co mu kurwa chodzi?! Jebać to.Chris jest fajniejszy.Da się z nim pogadać.Lubię chłopaka.A to co w nim jest najzajebistszego to aparat na zęby.
-Kurwa skąd masz takie kły?-zażartowałam.
-No wiesz...mam i koniec.-uśmiechnął się jak pajac.
-Aha.Inteligentna odpowiedź.
Gadaliśmy,śmialiśmy się.Nagle usłyszałam jak ktoś puka.
-To matka! Kurwa jestem pijana.Jakby co ja śpię.
-Okk.Cich...-Christian nie dokończył zdania gdyż weszła do pokoju moja mama.
-Śpi?-zapytała.
-Tak,tak.Mówiła,że źle się czuje.
-Jak ja ją teraz wezmę?
-Może u nas zostać na noc.Nie przeszkadza nam.
-Na pewno?
-Jasne.-odparł.
-Dziękuje chłopcze.
-Nie ma za co.-wyszła.-Dobraa idź ty lepiej spać.
-Okej dziękuję Ci za wszystko.-wtedy przybliżył się do niego.Czy ja śnię do cholery?!Niee to nie może być sen.Albo jestem tak najebana albo kurwa mam shizy.Pocałował mnie.Nic nie powiedziałam po prostu usnęłam...

piątek, 22 kwietnia 2011

Przepraszam.

Przepraszam was.Ale nie mogłam pisać.Tak czasami bywa.Notka może 1 maja.Albo wcześniej.Obiecuję:)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Rozdział 4-Hell is changing in the sky.

Oczami Jasmine.
Wyszliśmy razem na scenę.Justin złapał mikrofon i przybliżając go do jego ust powiedział:
-Słuchajcie!Mam do was ogromną prośbę.Ta dziewczyna potrzebuje pomocy.A moi ochroniarzy jej nie pomogli,więc na pewno wy mi pomożecie.-uśmiechnął się słodko.-Jasmine szuka swojej siostry.Jej tata miał wypadek.Jasmine jak twoja siostra ma na imię?
-Bella.-rzekłam.Byłam zarumieniona.Nie jedna dziewczyna chciała tu stać.
-Bella jesteś tu?-wtedy zobaczyłam jak jedna dziewczyna o blond włosach wychodzi z płaczem.
-Jest tam!-wskazałam palcem i biegiem zeszłam ze sceny.Justin zrobił to samo.A fanki piszczały jak opętane.Po chwili dogoniłam siostrę i mocno ją przytuliłam.-Słyszałaś?Tata miał wypadek.Trzeba mu pomóc.Justin nam pomoże.Zobaczysz będzie dobrze.
Sama nie mogłam uwierzyć,że zbliżyłam się do takiego stopnia do Belli.Myślałam,że takie plastki nie mają uczuć.
-Ale jak to ?On nam pomoże?-spojrzała na Biebera.
-Pomogę wam chętnie.-uśmiechnął się do niej i lekko przytulił.-Dzwonie do Ushera.
Wyjął telefon i wybrał numer do swojego menadżera.
Oczami Justina.
Zadzwoniłem do Ushera.
-Usher?!...Halo...!Jesteś?!
-Justin uciekaj w bezpieczne miejsce!Twoje fanki panikują!Uciekaj!-Usher tak strasznie krzyczał,że ledwo go zrozumiałem.Rozłączyłem się.
-Jasmine!One tu biegną!-krzyknąłem i wskazałem palcem na środek ulicy gdzie można było zauważyć biegnące fanki.
-Chodź do nas.Szybko!-dodała szybko Bella.Biegliśmy chyba z 30 min,aby zgubić szalone fanki i bezpiecznie dostać się do domu Jasmine i Belli.Kiedy znaleźliśmy się już na podwórku dziewczyn powiedziałem zdyszanym głosem:
-Boże!Nigdy więcej.One są szalone.
-Idziemy do  mamy.W domu zadzwonisz jeszcze raz do Ushera i powiesz mu gdzie jesteś.-powiedziała Jas.Była wykończona tą bieganiną.Chyba dzisiejszego dnia nie zapomnę nigdy.Byłem bardzo zły na moich fanów,ponieważ mieli mi pomóc.Weszliśmy do domu tam zobaczyłem uśmiechającą się do nas mamę Jasmine i Belli.Nie wiedziałem o co tu chodzi,przecież ich ojciec miał wypadek.
-Mamoo!-krzyknęła Bella-Co się stało?
-Kochani dzwonił tata ! Nic mu się nie stało!-krzyknęła ich matka.Była tam szczęśliwa.
Oczami Jasmine.
Spojrzałam na matkę z wielkim zaskoczeniem.Rzuciłam się na najbliższą osobę.Nie zwracałam nawet uwagi na kogo.Dopiero potem ocknęłam się i zauważyłam,że był to Justin.Widziałam jak się cieszy.Zdaję mi się,że zapewnię cieszył się z mojego mocnego uścisku.Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Mamo jak to się stało?Skąd się o tym dowiedziałaś?-powiedziałam.
-Dzwonili ze szpitala.Ojciec jest zdrów jak ryba.Ma małe draśnięcia.Niestety nie przyjedzie prędko,ponieważ samochód został uszkodzony.-odpowiedziała mi mama.
-Wiesz co mamuś?To jest Justin.On chciał nam pomóc.To się nazywa bohater.-Bella spojrzała na Biebera i zarumieniła się.I znowu zaczęła.Te jej gierki.Na mojej twarzy pojawił się grymas.Bella zakochała się w nim po uszy.
-No to ty jesteś słynny Justin Bieber.-moja matka obejrzała go od dołu do góry.-Moja córka Bella dużo o tobie mówiła.Słyszałam,że się tu przeprowadziłeś.Serdecznie zapraszam twoich rodziców na kolacje.Musimy ci podziękować za to jak bardzo się poświęciłeś.
-Yyy..dziękuje.Chętnie przyjdę z mamą.-powiedział.
-A tata?-strasznie się zawstydziłam.Moja mama nie wiedziała,że ojciec JB odszedł od jego rodziny.Spróbowałam coś wy myśleć i szybko dodałam:
-No to super!Dziękuje ci Justin,że pomogłeś mi.Jestem ci wdzięczna.Tak się cieszę,że ojcu nic się nie stało.Nie wiem co bym sobie zrobiła gdyby go zabrakło.-wpatrzyłam się w jego czekoladowe oczy.
-Nie ma za co...-uśmiechnął się szczerze.-Przyjedziemy koło 20.00.Pasuje?!
-Tak,tak.-szepnęłam a matka powtórzyła głośniej.
-Jasmine mogę z tobą porozmawiać?-spytał.Na co szybko odpowiedziałam:
-Pewnie!Chodź wyjdziemy.
Wyszliśmy za drzwi,a tam Justin musnął mnie w usta.Nogi robiły mi się jak z waty.
-Słuchaj co ty robisz-spytałam uśmiechając się.
-Myślałem,że ci to pasuje.-odwzajemnił uśmiech.
-Hm...Dziękuję ci za pomoc.-pocałowałam go lekko w usta i położyłam rękę na klamce do domu.Justin złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Ej! Dobra dosyć.Do zobaczenia o 20.-spróbowałam się odepchnąć.
-Dobrze.Do zobaczenia!-powiedział a po chwili przyjechał po niego  Usher.
Godzina 19.30
Byłam zdenerwowana.Z szafy wyjęłam wszystkie możliwe ciuchy na kolacje.Za pół godziny mieli przyjechać,a ja jeszcze w ogóle nie byłam naszykowana.Wtedy weszła do mojego pokoju Bella.
-Hm..A ta czarna sukienka z tymi butami na szpilce będą pasować?-spytała.
-Rzeczywiście.-uśmiechnęłam się lekko.-Dzięki...
-Nie ma za co...Powiedz mi.Czy tobie podoba się Justin?
-Coo?!Przestań.-chciałam uniknąć tematu.-Co założyć do tych butów i sukienki?
-Unikasz tematu?-popatrzyła na mnie dziwnie.
-Ja?Nie.To co założyć do tego?-spytałam ponownie.
-Może...ten naszyjnik?-podniosła srebrny i długi naszyjnik z sercem.
-Dobrze.Będzie to fajnie wyglądać.Idę się ubrać.-poszłam do łazienki a tam przebrałam się w naszykowane ciuchy.-I jak ?
-Zajebiście wyglądasz.-uśmiechnęła się szeroko.
-Już 20!-krzyknęłam.Wyjrzałam za okno i zobaczyłam samochód.Zapewne był to Bieber.Zeszłam razem z Bellą na dół.
                                                                        ***
Tak wiem...Nudaa.; | Przepraszam ale w ogóle nie mam weny.Nic.Po prostu nic.Ale mam nadzieję,że to minie.Nie dawno był egzamin i ogólnie jestem załamana.Obiecuję,że się poprawie.Do następnego.♥

wtorek, 5 kwietnia 2011

Rozdział 3.-Enemies can become friends.

Oczami Jasmine.
W domu czekała na mnie mama.Zauważyłam,że nie ma ochoty się ze mną kłócić.' Co się stało? '-pomyślałam.Czyżby moja mama coś zrozumiała.Bella to zwykła barbie.Była typową lansiarą udającą jakąś tam księżniczkę.Może moja mama to zauważyła.Chciałabym aby była to prawda,ale raczej chodziło o coś innego.Ale o co?Weszłam do kuchni gdzie stała moja mama.Była zapłakana.
-Co się stało?-spytałam.Serce zaczęło mi walić.Co się mogło stać?Przecież przed moim wyjściem było wszystko w porządku oprócz kłótni z moją matką i Bellą.
-Oj..cie...c.-wydusiła przez łzy.Nie mogła mówić.Łzy ciekły jej po policzkach niczym strumyk.
-Co z ojcem!?-krzyknęłam już zdenerwowana.
-Miał...-tu nastała wielka cisza.-wypadek...
-Co?!-wrzasnęłam tak głośno jak tylko potrafiłam.-Gdzie teraz jest!?
-Za granicą w Nowym Yorku.Dostałam telefon.Nie dojedziemy tam teraz.Jest niedziela.-była bezradna.Coraz grubsze łzy ciekły jej po policzkach.Stałam jak słup.
-A gdzie jest Bella?!
-Poszła na ten koncert.-powiedziała trzymając w dłoni chusteczkę.
-Aha.Mamo ciągle próbuj dodzwonić się do tego szpitala.Ja powinnam znaleźć jakiś transport.-wybiegłam z domu trzaskając drzwiami.Czułam jak z oczu ciekną mi pojedyncze łzy.Usłyszałam głos Justina.Jego koncert był trzy ulicy dalej.Biegłam jak szalona.Nie myślałam o niczym innym jak znaleźć Bellę i wyjechać z miasta do taty.
Gdy byłam już na miejscu Justin śpiewał tam nową piosenkę ' Pray '.Stanęłam i zapatrzyłam się w niego,lecz po chwili otrzęsłam się i szukałam Belli.Ochroniarz przy wejściu nie chciał mnie wpuścić.
-Ale ja muszę! Zrozumcie.-wtedy wyciekły mi łzy.-Proszę was! Mój ojciec jest w szpitalu.Miał wypadek.Tu jest moja siostra.Muszę po nią iść.
-Wiesz ile panienek tak mówi?-zakpił ze mnie.
-Proszę was! Tylko ją znajdę i wyjdziemy.Mówię prawdę.-prosiłam.
-Nie ma mowy.Z nami nie jest tak łatwo.-wtedy paru widzów stojących przy wejściu odwróciło się do nas.Obserwowało mnie zapłakaną i dwóch ochroniarzy-grubych i złych.Po krótkim czasie widzowie skupili swój wzrok na nas.Justin zatrzymał się i też zauważył grupę stojącą przy wejściu.
-Co się tam stało?-zapytał przez mikrofon.Jeden z ochroniarzy stojący obok mnie pomachał mu ręką  na znak ,że nic się nie stało.Potem pokazał na mnie.-Jasmine?!
Wszyscy widzowie byli zaskoczeni.Sama się im nie dziwie.Obserwowałam wszystkich obok.Zauważyłam jak Bieber idzie za scenę.Co on chce zrobić?Wtedy na scenę wszedł jego menadżer Usher i poprosił ochroniarzy aby mnie przepuścić i przyjść ze mną za scenę.Poszłam.Za sceną stał JB.Miał białe spodnie i fioletowy sweter pod,którym miał biały T-shirt.
-Co chcesz?-powiedziałam przymusem.
-Co się stało?Czego tu tak szukałaś?-Justin zauważył moje czerwone oczy ,z których leją się łzy.-Ty płaczesz!? Czemu?Powiedz mi.Proszę.Chcę ci pomóc.
-Szukałam mojej siostry.Mój tata miał...-zatrzymałam się.-wypadek.
-Wypadek?!Gdzie?-zaniepokojony zapytał.Zdałam sobie sprawę w tym momencie,że na prawdę mu zależało.
-W Nowym Yorku.Samolotem nie wylecimy.Wszystkie bilety wykupione.-wyszeptałam.Nie  miałam siły mówić głośno.-Mój ojciec był dla mnie wyjątkowy.To on opiekował się i więcej czasu spędzał ze mną.Miał wypadek.Nie mogę tego pojąć.-Dlaczego tak jest?!-krzyknęłam a  Justin zaskoczony popatrzył na mnie.
-Ja...nie wiem.
Oczami Justina.
-Ja...nie wiem-przypomniałem sobie wtedy mojego ojca,który nie kochał mnie.
-Dlaczego akurat teraz musi być ten cholerny wypadek?! Wtedy kiedy nie mogę do niego przyjechać,przytulić i mu pomóc.-Jasmine była  zdenerwowana.Nie mogłem się powstrzymać-przytuliłem ją.Ona odwzajemniła uścisk.Widocznie tego jej teraz najbardziej brakowało.Płakała.
-Będzie dobrze.Zobaczysz.-pogłaskałem kciukiem jej  mokry policzek.-Ja ci pomogę.Na pewno.Nie zostawię cię.
-Justin jesteś dla mnie ciągle obcą osobą.Nie znam cię,a ty się mną za bardzo przejmujesz.-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak.Wiem.Ale jest coś w tobie,co mnie przyciąga do ciebie.Przy tobie czuje się całkiem inaczej.Jestem bardziej otwarty na uczucia.Jestem tym dawniejszym Justinem-oznajmiłem jej.
-Ale to jest dla mnie za trudne,aby gwiazda taka jak ty spotykała się ze mną tak normalną dziewczyną.U ciebie liczy się kariera.U mnie szkoła.To nie jest proste.Wmawiałam sobie,że jesteś gwiazdką,która nie ma uczuć,a jednak myliłam się.Jesteś inny.Przynajmniej przy mnie jesteś normalny.Ale teraz kiedy tata miał wypadek-tutaj położyłem jej palca na wargach.Nie chciałem aby już nic mówiła.Chciałem tylko jednego.Pocałowałem ją lekko i bardzo czule.Spodobało jej się to,ponieważ odwzajemniła mój pocałunek.
-Justin co my robimy?!-odepchnęłam się od niego.
-Nie wiem.-popatrzyła na mnie jej brązowymi oczami.-Słuchaj.Mam pomysł jak ci pomóc.Pojadę z tobą i twoją mamą z siostrą do taty.Ja was zawiozę.Mam samochód.Może wtedy się lepiej poznamy.I co ty na to?
-Justin nie musisz się na mnie litować.Nie potrzebuje tego.-szepnęłam.
-Wcale się nie lituje.Ja chcę ci pomóc.Poznać cię lepiej i w ogóle.-Miałem wrażenie,że coś do niej czuję.Coś mocnego.Coś co mnie przyciąga do niej.
-Jeśli chcesz...-Cieszyłam się,ale nie mogłam się uśmiechnąć.Nie uśmiechałam się często.Razem z JB wyszliśmy na scenę...
                                                               ***
Rozdział mniejszy niż zawsze ale ogólnie nie mam czasu na nie.Bloga nie zamykam; D.Tylko rozdziały nie będą długie.Mam nadzieję,że się wam podoba.I proszę was jak już piszecie komentarz to napiszcie jakieś swoje opinie na temat rozdziałów.Nie wiem kiedy będzie następny.Na pewno wtedy kiedy będę miała czas.Do następnego♥

czwartek, 17 marca 2011

Rozdział 2-The world is sometimes unfair, but even in such a world, there are a few advantages.

Oczami Justina.
Wszedłem na YT.(YouTube).W wyszukiwarce wpisałem swoje imię i nazwisko.Wyświetliły się moje piosenki,wywiady i różne filmiki,w których brałem udział.Po odsłuchaniu paru piosenek nieznanych wokalistów zauważyłem jeszcze jeden filmik.Wykonawczynią byłą nie jaka Jasmine Villegas.Przypomniała mi się wtedy dziewczyna z kręgielni.Włączyłem filmik i słuchałem.Byłem strasznie zdziwiony i tak bardzo szczęśliwy.
-To ta dziewczyna!-krzyknąłem na pokój.
-Co?! Justin ?Znów lunatykujesz.Idź spać.Ja już śpię.-oznajmił zaspanym głosem Chris.Ale i tak nadal nie mogłem przestać krzyczeć.Wciąż powtarzałem to samo.
-Chris ! To ta dziewczyna z...kręgielni.-zrzuciłem z siebie kołdrę i podszedłem do łóżka Christiana.Położyłem komputer na jego nogach i puściłem mu filmik.Jego zaspane oczy nagle zrobiły się bardzo duże.Jeszcze takich u niego nie widziałem.Filmik się skończył.
-No i co teraz? Taki talent.Jaki ona ma głos.-powiedział.-Jutro do nas przyjdzie.Trzeba z nią pogadać.
-Tak...wiem.Ale...widzisz...ona nie za bardzo mnie lubi.-po tych słowach zrobiło mi się przykro.-Ona jest jakaś inna.Jest bardzo ładna.
-Justin ! Ty tylko myślisz o tym.To,że laska jest ładna nie znaczy,że jest najlepsza.Chociaż...widać po niej dobroć.Może tylko nie przepada za tobą.Nie każdy musi być twoim fanem.Czas żebyś to zrozumiał.-patrzyłem na niego i słuchałem co mówi.Wiedziałem,że ma racje tylko jakoś nie mogło to do mnie dotrzeć.-Musisz z nią pogadać.Tylko normalnie.Jeśli zaczniesz dobrze to i skończy się tak samo.
-Tak wiem.Zrobię tak.Tylko ona strasznie jest niedostępna.Do tej pory dziewczyny same za mną chodziły.A ona tego nie będzie robić.-odpowiedziałem mu.
-No właśnie.Jest inna.Justin.Czas dorosnąć.-powiedział.
-Odkąd ty taki mądry się stałeś?Haaha.Ale i tak wiem,że masz racje.-uśmiechnąłem się.-Chyba wreszcie pierwszy raz się mocno zakochałem.
-Ej!Wiesz,że ty jej jeszcze nie znasz?Musisz zobaczyć jaka jest.Wygląd nie zawsze o wszystkim mówi.
-Dobra idźmy spać.-ziewnąłem.Położyłem się i długo nie mogłem zasnąć,ponieważ ciągle myślałem o pięknej dziewczynie z wielkim głosem.
9.30 rano.
Obudziłem się i w ogóle nie chciało mi się wstać.Patrzyłem się w górę na biało-kremowy sufit.Dużo myślałem o swoim życiu przyszłym i przeszłym.Zauważyłem,że chodziłem tylko z ' plastikowymi ' dziewczynami,które nie miały do nikogo żadnych uczuć oprócz do ubrań.Wstałem i obejrzałem się dookoła mojego pokoju.Chris już wstał,więc czas na mnie.Poszedłem do łazienki i odbyłem tam poranną toaletę.Ubrałem się w czarne zwężone spodnie,czarny T-shirt  i na to lekką kurtkę.Podszedłem do okna.Pogoda nie była piękna.Wiatr wiał i zanosiło się na deszcz.Nie byłem tym ucieszony,ponieważ dziś miała przyjść Jasmine.Zadzwonił do mnie telefon.Był to Usher.Kazał mi wyjść z domu i pojechać z nim i moimi ochroniarzami do centrum handlowego gdzie będę podpisywał płyty.
Oczami Jasmine.
 Otworzyłam swoją szafkę i wyjęłam stamtąd ciemno niebieskie rurki i żółtą luźną bluzkę. Podeszłam do lusterka obok,którego było pudełko.Wyjęłam z niego żółte kolczyki.Założyłam jeszcze żółte buty.A na bluzkę zarzuciłam dżinsową kurtkę. KLIKZauważyłam,że w oknie wieje mocny wiatr.Nie spodziewałam się tego,ponieważ wczorajszy dzień był bardzo ciepły.Poszłam do łazienki i wyprostowałam starannie włosy.Zeszłam na dół.Zastałam tam moją mamę.
-O...wstałaś księżniczko! Gdzieś się wybierasz?
-Taa.Idę do Emmy.-po tych słowach weszła do salonu moja plastikowa siostra Bella.
-Mamo,mamo! Justin Bieber mieszka w naszym mieście!-wydarła swój piskliwy głos.-Muszę iść na jego koncert.
-Dobrze już.Pójdziesz.-odpowiedziała jej moja mama.Poszła po swój portfel i spojrzała na mnie.-Jasmine.Daj jej swoje pieniądze,ponieważ nie mam w portfelu nic,a karty jej nie dam.
-Mamo nie !-krzyknęłam.-Nie dam jej nic.Niech sama sobie pójdzie i zarobi.Co ja jestem?!
-Nie tym tonem.Masz natychmiast dać jej te pieniądze albo będziesz miała szlaban.-byłam strasznie wściekła.To niesprawiedliwe.Ja mam jej dać,a ona mi nie odda.
-Dlaczego tak zawsze jest?Zawsze dajecie jej czego chce,a mnie zostawiacie.-miałam się już rozpłakać gdy nagle do domu ktoś zapukał.
-Porozmawiamy potem Jasmine.Nie będę z tobą dyskutować.-miałam ochotę się znów zabić przez tego plastika.Nienawidzę jej.Codziennie wynikają przez nią jakieś kłótnie.Pobiegłam na górę do swojego pokoju.Zabrałam telefon,klucze i pieniądze,które miałam dać tej dziwaczce.Nie dopuszczałam myśli żeby dać jej te pieniądze,na które sama musiałam zarobić.Może dałabym je jej gdyby chociaż oddawała.Wybiegłam z pokoju i wyszłam drzwiami od ogrodu.Na szczęście nikt mnie nie zobaczył.Szłam do Emmy.Wiedziałam,że ona będzie umiała mi pomóc, i że przy niej zapomnę o tej sytuacji.Zapukałam do jej drzwi.Niestety nikt nie otworzył.Wybrałam do niej numer i zadzwoniłam.Odebrała.
-Cześć słonko!-przywitałam się.-Czemu nie ma cię w domu?
-Hej.Przepraszam,ale musiałam pojechać do szpitala.Rano miałam iść do ciebie.Niestety upadłam i złamałam nogę.
-O jej! Przykro mi.Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłaś?
-No bo nie mogłam.
-No dobra.Trzymaj się mocno .Paa!
-Pa.
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni kurtki.Nie chciałam wrócić do domu,więc szłam dalej prosto ulicą.Wpadłam na pewien pomysł.Byłam wściekła na mamę i Bellę,więc postanowiłam ich też wkurzyć.Poszłam do centrum handlowego.Miałam ochotę na parę ładnych ciuszków.Nagle zauważyłam jak grupa dziewczyn zbliżyła się do jakiegoś stoiska.Podeszłam tam i  zobaczyłam JB,który podpisywał płyty.Justin popatrzył  na dziewczyny i po chwili jego czekoladowe oczy wypadły na mnie.Przeraziłam się.Chciałam odejść,ale nie mogłam.Nogi w tej chwili nie dały mi się ruszyć.Bieber uśmiechnął się do mnie,a ja lekko zarumieniłam się.Zauważyłam dziewczyny,które z zazdrością patrzyły na mnie.Cofnęłam się.Musiałam szybko gdzieś pójść.Celem był sklep z butami.Wybrałam ładne fioletowe kozaki,na małym obcasie.Wciąż ciągle odwracałam się i patrzyłam na stoisko.To było silniejsze ode mnie.Chciałam jakoś wypaść na dzisiejszej kolacji,więc poszłam jeszcze do innych sklepów.Wybierałam ubrania w odcieniu fioletowym. Lubiłam ten kolor i zawsze czułam się w nim dobrze.Postanowiłam iść już do domu.Dochodziłam do drzwi gdy nagle jeden z ochroniarzy Justina zaczepił mnie.
-Przepraszam Cię.Na chwilę proszę odejść.
-Niby dlaczego?-odpowiedziałam.
-Ponieważ chcemy aby nasza gwiazda wyszła.
-A gówno mnie to obchodzi.Chcę wyjść natychmiast i nie będę czekać aż jakaś tam ' gwiazdka ' wyszła pierwsza.Co to król jest?!-krzyknęłam.Miałam zły humor i ciągle ktoś mnie coraz bardziej wkurzał.
-Co jest Tom?Dlaczego nie mogę wyjść?-zza pleców ochroniarza wyszedł Justin.Od razu spjrzałam na jego czekoladowe oczy.Były cudowne.
-Ta dziewczyna nie rozumie,że ty chcesz wyjść pierwszy.
-A dlaczego ja nie mogę być pierwsza?!-wrzasnęłam.
-Bo na ciebie nie czeka mnóstwo fotografów na zewnątrz!-ochroniarz Justina ogromnie mnie wkurzył.
-Ej! Tom dajmy już spokój.-popatrzył na mnie i się uśmiechnął.-Jak chce to niech wyjdzie pierwsza.No Tom możesz już odejść.-zły ochroniarz odszedł od nas.
-Dzięki.-szepnęłam.
-Nie ma za co.-wciąż patrzyłam na jego oczy.-I jak dziś z kolacją?Wiesz,że musisz do mnie przyjść?Hm?
-Tak.Muszę bo mama karze.
-No wiesz co.Haha.No dobrze.Mama gotuje coś pysznego.Na pewno będzie ci smakować.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-Zapewne tak.-moje usta niestety nie miały ochoty się uśmiechać.Przynajmniej nie dziś.
-Ej!Co jest? Coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc?-w tej chwili menadżer JB zawołał go.-Muszę iść.Pogadamy wieczorem.Do zobaczenia!
-Cześć!-krzyknęłam.
Wyszłam ze sklepu.Nie mogłam uwierzyć,że z nim rozmawiałam tak normalnie.Pewnie to dlatego,że za bardzo nie lubię jego piosenek i za nim nie przepadam.Nie czuję do niego nic.Nawet nie rusza mnie to,że jest jakimś popowym piosenkarzem.Weszłam na swoje podwórko i otworzyłam drzwi do domu...
                                                            ***
Jak to się mówi:Ciąg dalszy nastąpi.Myślę,że powoli blog się rozkręca.Liczę na komentarze,bo są dla mnie najważniejsze,ponieważ dzięki nim mogę dalej pisać.Do następnego♥

poniedziałek, 14 marca 2011

Rozdział 1-A coincidence or fate?

Oczami Justina.
Obudził mnie nagły wrzask.Coś upadło.Był to oczywiście Christian.Jak zwykle próbujący być cicho.Rozbudziłem się już całkowicie i popatrzyłem na niego.Miał strasznego banana na ustach.Nie wiem czemu ale zawsze się z tego śmiałem.Rozejrzałem się dokładniej po pokoju i dopiero teraz zauważyłem,że mam łazienkę za wielkimi szklanymi drzwiami po drugiej stronie pokoju.Poszedłem tam i oblałem zimną wodą moją twarz.Popatrzyłem w lustro i uśmiechnąłem się do siebie.Przetarłem twarz ręcznikiem i wyszedłem z łazienki.W moim pokoju stał wciąż Christian.
-Co ty ? Zaciąłeś się? haaha-krzyknąłem.
-No wiesz...Nie przywitasz się nawet ze mną?
-Dobraa.Chodź tu.Hah.-przywitałem się z nim naszym uciskiem rąk.
-No i spokoo! Wymykamy się stąd?-powiedział.
-Ta.To znaczy nie dokładnie.No bo...Usher nie chce mnie puścić samego.Pozwolił mi iść do kręgielni.Tylko z ochroniarzem.
-Masakra.Chciałbym wyrwać jakieś laski.-mruknął.
-Też tak bym chciał.Ale mamy jeszcze czas na to.Na początku chce się przygotować do teledysku.I na pierwszym miejscu będzie na razie moja kariera.-popatrzyłem na torbę,którą powinienem już dawno rozpakować.Do pokoju weszła moja mama.
-Kochanie!Robię jutro kolacje.Przyjdą nasi nowi sąsiedzi.
-Ok.Ja i Christian idziemy na kręgle wrócimy koło 21.00.Na razie!-krzyknąłem wychodząc z pokoju.Wyszliśmy z domu.Wsiedliśmy do samochodu i usiedliśmy gdzie popadnie.Ochroniarzowi nie za bardzo podobał się wyjazd.No ale niestety ja go tu nie prosiłem.Uśmiechnąłem się do Chrisa.Po paru minutach dojechaliśmy na miejsce.Wyszliśmy na przód i podeszliśmy do kasy.Tam dano nam bilet na jedną godzinę.Poszliśmy na wyznaczony tor.Spotkaliśmy tam dziewczyny.Od razu spojrzałem się  Chrisa.Był zadowolony.Popatrzyłem na jedną z dziewczyn.Ubrana była w dżinsowe spodnie i kurtkę.Pod kurtką miała różową bluzkę,a włosy miała ciemne.'To ta sama dziewczyna,którą widziałem za oknem.'-pomyślałem.Uśmiechnąłem się podszedłem do dziewczyn.Zbliżyłem się do ciemnowłosej dziewczyny i spytałem jak ma na imię.
-Co cię to obchodzi?!-krzyknęła.
-Jasmine!Przecież to Justin Bieber!-krzyknęła jej koleżanka.
-A to tak się nazywasz.-spojrzałem w jej oczy.-Mnie pewnie już znasz.
-Jesteś za bardzo pewny siebie.Tylko jakoś ty mnie nie za bardzo interesujesz.-powiedziała z grymasem na twarzy.-Poza tym co ty sobie wyobrażasz.Nie każdą laskę wyrwiesz jednym spojrzeniem w jej oczy.
-Jak na razie to działa.Jesteś wyjątkowa,wiesz?-uśmiechnąłem się.
-Nie pochlebiaj sobie.-rzuciła kulą.Trafiła we wszystkie kręgle.Spojrzała się cwaniacko na mnie.Z pewnością chciała się przede mną popisać lub było to tylko moje odczucie.Wziąłem do ręki swoją kulę i rzuciłem ją bardzo mocno.Mój rzut był tak samo dobry jak Jasmine.Uśmiechnąłem się do niej też tak ja ona do mnie i krzyknąłem:
-Może mały turniej?
-Z miłą chęcią.Będę mogła patrzeć jak przegrywasz.
-I kto tu jest taki pewny siebie.-popatrzyłem na nią.-A może jakąś nagrodę dodamy do tego.
-Okey.Jeśli ja wygram to powiesz tamtej pani...-wskazała palcem na starszą i nie za bardzo ładną panią.-że ją kochasz.A jeśli ty wygrasz to...-popatrzyłem na Christiana.
-To zaprosimy was gdzieś.Będzie to tak zwana randka.-powiedziałem,a ona zaskoczona dodała po chwili...
-To na pewno nie będzie randka i na pewno to nie ty wygrasz.-krzyknęła.Widziałem w niej stanowczość i  upartość.Nawet mi się to spodobało.Graliśmy strasznie długo.W końcu ostatni rzut należał do mnie.Wziąłem kulę do ręki.Nastała cisza.Chris podskakiwał a Jasmine trzymała kciuki licząc na to,że źle rzucę.Nie spodziewałem się,że umiem tak dobrze w to grać.Rozbiegłem się.Kula toczyła się na środku toru.Jeszcze chwila i wszystko się okaże.Nagle kula uderzyła w kręgle.Rozbiła wszystko oprócz jednej.Ta jedna ciągle jeszcze się ruszała.Miałem jeszcze szanse.Chris krzyczał :
-Upadnij już !
Kręgiel upadł.Skoczyłem z radości.Christian ciągle coś krzyczał.
-No i jak? -śmiałem się-Gdzie chcecie iść?
-Jeszcze nic nie wiadomo.-powiedziała przyjaciółka Jas.Wciąż czekaliśmy na wyniki.Nagle na tablicy ukazały się.Był remis.Nie spodziewałem się tego w ogóle.
Oczami Jasmine.
Byłam strasznie zdziwiona i trochę zawiedziona,ponieważ cała gra poszła na marne.Nie miałam sił już na rewanż,na co też pewnie nie mieli inni.Wkurzyłam się ogromnie.Byłam też zawiedziona,bo nasza wygrana pójdzie w cholerę.Popatrzyłam na Justina i Chrisa po czym powiedziałam:
-No i jak?-uśmiechnęłam się.-Nagroda minie.
-Jak to?!-krzyknął Chris.
-No przecież jest remis.Najlepiej będzie jak każdy zapomni co się tu wydarzyło. -powiedziałam do chłopaka.-Chodź Emma! Muszę się przygotować na kolacje.Idę jutro z rodzicami na kolacje do nowych sąsiadów.Podobno wczoraj się wprowadzili.
-Jest !-krzyczał kolega Justina.
-O co chodzi?-spytała Emma.
-No wiesz tym nowym sąsiadem akurat się składa,że jestem nim ja.-po tych słowach JB stało mi się nie dobrze.Miałam do niego podejść i zabić.Popatrzyłam na krzesło.Chciałam je wziąć i rzucić.Ale udawałabym chyba chorą wariatkę.Nie chyba tylko na pewno.
-Jeszcze nie jestem pewna czy idę...-mruknęłam.
-Ej ! Wiesz co.Masz iść.-widziałam w Justinie trochę smutku.
-Jeszcze zobaczę.-powiedziałam.-Wychodzę stąd.Chodź Emma!
-Ej! Ale na pewno będziesz?-spytał mnie Justin i zatrzymał mnie patrząc mi w oczy.Czułam się nieswojo.Oderwałam się od jego wzroku i wyszłam z kręgielni.
Oczami Justina.
Opuściła wzrok i wyszły razem.Chciałem żeby Jasmine przyszła do mnie i moglibyśmy razem normalnie porozmawiać.Z Chrisem opuściliśmy salę i udaliśmy się do samochodu.Wchodząc do domu czułem już obiad,który mama ugotowała wcześniej.Zjadłem i poszedłem się umyć.Po wyjściu z łazienki miałem ogromną chęć do spania.Położyłem się i wziąłem jeszcze na chwilę swojego laptopa.W myśli ciągle krążyła mi dziewczyna z kręgielni-Jasmine.
                                                        ****
Rozdział nie najlepszy.Nie mam zbytnio weny.Przepraszam za jakiekolwiek błędy napisałam go w nocy,bo chciałam żeby już tu był :) Mam nadzieję,że blog wam się podoba.Następny rozdział na pewno będzie w tym tygodniu.Mam sporo nauki.Do następnego !♥

sobota, 12 marca 2011

Prolog.

Oczami Justina.
Lotnisko.Panował tu straszny hałas.Nawet własnych myśli nie słyszałem.Wokół otaczały mnie piszczące fanki.Na szczęście ochroniarze pomogli mi bezpiecznie dojść do limuzyny.Czekała mnie jeszcze długa droga,więc założyłem na uszy słuchawki i zaspałem w piosence ' Down to Earth '.Po pewnym czasie usłyszałem jak budzi mnie mój menadżer Usher.Byłem już na miejscu.Strasznie się ucieszyłem gdy wychodząc z samochodu nie musiałem słyszeć piski dziewczyn.Odwróciłem się.Za mną stał piękny i duży dom.Był pomalowany na biało.A jego dach był ciemno pomarańczowy.KLIK Szybko poszedłem za dom.Był tam duży basen obłożony białymi kafelkami.Za nim stała drewniana altana.Mieściło się w niej 6 osób.Postanowiłem w końcu wejść do domu.Było tam tak samo jak na zewnątrz.Styl mebli był bardzo nowoczesny.W tej chwili najbardziej potrzebowałem coś do picia i jedzenia.Wyruszyłem do kuchni.Z pełnej lodówki wyjąłem pepsi w puszcze,a z szafki nad kuchenką paczkę chipsów.Rozwaliłem się na kanapie włączając telewizję na kanał MTV.Leciała tam akurat moja piosenka "Never Let You Go".Patrząc w ekran usłyszałem jak za oknem rozmawiają i śmieją się jakieś dziewczyny. ' O boże.Czy one nie dadzą mi spokoju. ' -pomyślałem.Wstałem z wygodnej kanapy i podszedłem  do okna.Tam zobaczyłem jak dziewczyna o pięknych długich ciemnych włosach idzie z przyjaciółką w stronę centrum miasta.Zauważyłem,że nie za bardzo przejmują się tym co dzieję się na moim podwórku.Zdaję mi się,że chyba nikt nie wie gdzie teraz zamieszkuje.Wiem,że nie potrwa to długo,więc muszę się szybko tym nacieszyć.Chwilę później zadzwonił do mnie telefon.Był to Christian.
-Czeeść stary! Dzisiaj lecę do ciebie!
-Cześć.To zajebiście.Nawet nie wiesz jakie są tu laski.
-Przypuszczam,że niezłe.Haaha.Już się nie mogę doczekać naszych wygłupów.Będę o 20.Na razie!
-Na razie!
Położyłem iPhona na stole i wyszedłem na dwór.Spotkałem tam Ushera.Chciałem zwiedzić trochę okolice,ale on mi na to nie pozwolił.
-Domyślam się,że chodzi o moje bezpieczeństwo.-powiedziałem pod nosem.Miałem czasami dość tego,że nie mogłem sam wyjść na miasto bez podpisywania autografów.
-Przyjeżdża do ciebie Christian.Będziecie mogli wieczorem gdzieś wyjść.Słyszałem,że nie daleko mieści się kręgielnia.Poproszę jednego z ochroniarzy,aby zaopiekował się wami.-odpowiedział mi żywo.
-Ok.Idę pod prysznic.-poczułem się strasznie zmęczony.Wszedłem na górę po schodach .Na początku szukałem drzwi do łazienki,ponieważ nie łatwo było je znaleźć.Po prysznicu wybrałem sobie moim zdaniem najlepszy pokój.Położyłem się i usnąłem...
                                                                 ***
Tak wiem.Nie jest najlepszy.  ; [ Trudno było mi coś wymyślić.Początki chyba zawsze są takie...Do następnego ♥.

Heroes.

Jasmine Villegas-Ma 16 lat.Urodzona 7 grudnia.Mieszka w południowej Atlancie.Każdy wolny czas spędza z przyjaciółmi.Nienawidzi kłamstw i samolubów.Uwielbia taniec,muzykę i jak chyba wszystkie dziewczyny ' modę '.Zawsze może liczyć na przyjaciół.Jest szaloną dziewczyną.Lubi jeździć na swoim BMX.Kocha się za to kim jest.Nie lubi osób,którym wydaję się,że są ' gwiazdeczkami '.
Justin Bieber-Ma 16 lat.Urodzony 1 marca.Nie dawno przeprowadził się z rodzinnego miasta do Atlanty.Wolny czas spędza na śpiewie.Nienawidzi ludzi,którzy go prowokują.Uwielbia śpiew,taniec i siebie samego.Jest bardzo pewny siebie,lecz w pewnym momencie opowiadania uświadomi sobie kim tak naprawdę jest.Kocha ładne dziewczyny.Jest całkowitym podrywaczem.

Christian Beadles-Ma 14 lat.Jest najlepszym przyjacielem Justina.Większość czasu spędza z nim.Podoba mu się Emma,lecz boi się do tego przyznać.Jest chłopakiem nieśmiałym.Nie lubi się wywyższać.Z pozoru miły chłopak.Niezbyt inteligentny.
Emma Smith-Ma 15 lat.Ma korzenie polskie.Jest najlepszą przyjaciółką Jasmine.Mieszka nie daleko domu Villegas.Uwielbia chodzić na długie spacery późną porą.Kocha swojego psa Marleya(czyt.Marleja).Nie lubi ludzi nie szczerych.Występowała w nie których sesjach zdjęciowych.
Bella Demi Jasmine-Ma 14 lat.Siostra Jasmine.Jest typową ' lansiarą '.Udaje księżniczkę.Rodzice ją rozpieszczają bardziej niż Jasmine.Nienawidzi ludzi biednych i bez gustu.Jej szafka jest napełniona ubraniami.Patrząc w lustro mówi:Jestem najpiękniejsza.


****
Jak na razie to na tyle.Podkreślam,że dopiero zaczęłam pisać tego bloga.Myślę,że się wam spodoba.Od razu mówię,że nie ma tu wszystkich bohaterów,ponieważ ujawnią się oni dopiero w ciągu opowiadania.Do następnego ♥.