czwartek, 17 marca 2011

Rozdział 2-The world is sometimes unfair, but even in such a world, there are a few advantages.

Oczami Justina.
Wszedłem na YT.(YouTube).W wyszukiwarce wpisałem swoje imię i nazwisko.Wyświetliły się moje piosenki,wywiady i różne filmiki,w których brałem udział.Po odsłuchaniu paru piosenek nieznanych wokalistów zauważyłem jeszcze jeden filmik.Wykonawczynią byłą nie jaka Jasmine Villegas.Przypomniała mi się wtedy dziewczyna z kręgielni.Włączyłem filmik i słuchałem.Byłem strasznie zdziwiony i tak bardzo szczęśliwy.
-To ta dziewczyna!-krzyknąłem na pokój.
-Co?! Justin ?Znów lunatykujesz.Idź spać.Ja już śpię.-oznajmił zaspanym głosem Chris.Ale i tak nadal nie mogłem przestać krzyczeć.Wciąż powtarzałem to samo.
-Chris ! To ta dziewczyna z...kręgielni.-zrzuciłem z siebie kołdrę i podszedłem do łóżka Christiana.Położyłem komputer na jego nogach i puściłem mu filmik.Jego zaspane oczy nagle zrobiły się bardzo duże.Jeszcze takich u niego nie widziałem.Filmik się skończył.
-No i co teraz? Taki talent.Jaki ona ma głos.-powiedział.-Jutro do nas przyjdzie.Trzeba z nią pogadać.
-Tak...wiem.Ale...widzisz...ona nie za bardzo mnie lubi.-po tych słowach zrobiło mi się przykro.-Ona jest jakaś inna.Jest bardzo ładna.
-Justin ! Ty tylko myślisz o tym.To,że laska jest ładna nie znaczy,że jest najlepsza.Chociaż...widać po niej dobroć.Może tylko nie przepada za tobą.Nie każdy musi być twoim fanem.Czas żebyś to zrozumiał.-patrzyłem na niego i słuchałem co mówi.Wiedziałem,że ma racje tylko jakoś nie mogło to do mnie dotrzeć.-Musisz z nią pogadać.Tylko normalnie.Jeśli zaczniesz dobrze to i skończy się tak samo.
-Tak wiem.Zrobię tak.Tylko ona strasznie jest niedostępna.Do tej pory dziewczyny same za mną chodziły.A ona tego nie będzie robić.-odpowiedziałem mu.
-No właśnie.Jest inna.Justin.Czas dorosnąć.-powiedział.
-Odkąd ty taki mądry się stałeś?Haaha.Ale i tak wiem,że masz racje.-uśmiechnąłem się.-Chyba wreszcie pierwszy raz się mocno zakochałem.
-Ej!Wiesz,że ty jej jeszcze nie znasz?Musisz zobaczyć jaka jest.Wygląd nie zawsze o wszystkim mówi.
-Dobra idźmy spać.-ziewnąłem.Położyłem się i długo nie mogłem zasnąć,ponieważ ciągle myślałem o pięknej dziewczynie z wielkim głosem.
9.30 rano.
Obudziłem się i w ogóle nie chciało mi się wstać.Patrzyłem się w górę na biało-kremowy sufit.Dużo myślałem o swoim życiu przyszłym i przeszłym.Zauważyłem,że chodziłem tylko z ' plastikowymi ' dziewczynami,które nie miały do nikogo żadnych uczuć oprócz do ubrań.Wstałem i obejrzałem się dookoła mojego pokoju.Chris już wstał,więc czas na mnie.Poszedłem do łazienki i odbyłem tam poranną toaletę.Ubrałem się w czarne zwężone spodnie,czarny T-shirt  i na to lekką kurtkę.Podszedłem do okna.Pogoda nie była piękna.Wiatr wiał i zanosiło się na deszcz.Nie byłem tym ucieszony,ponieważ dziś miała przyjść Jasmine.Zadzwonił do mnie telefon.Był to Usher.Kazał mi wyjść z domu i pojechać z nim i moimi ochroniarzami do centrum handlowego gdzie będę podpisywał płyty.
Oczami Jasmine.
 Otworzyłam swoją szafkę i wyjęłam stamtąd ciemno niebieskie rurki i żółtą luźną bluzkę. Podeszłam do lusterka obok,którego było pudełko.Wyjęłam z niego żółte kolczyki.Założyłam jeszcze żółte buty.A na bluzkę zarzuciłam dżinsową kurtkę. KLIKZauważyłam,że w oknie wieje mocny wiatr.Nie spodziewałam się tego,ponieważ wczorajszy dzień był bardzo ciepły.Poszłam do łazienki i wyprostowałam starannie włosy.Zeszłam na dół.Zastałam tam moją mamę.
-O...wstałaś księżniczko! Gdzieś się wybierasz?
-Taa.Idę do Emmy.-po tych słowach weszła do salonu moja plastikowa siostra Bella.
-Mamo,mamo! Justin Bieber mieszka w naszym mieście!-wydarła swój piskliwy głos.-Muszę iść na jego koncert.
-Dobrze już.Pójdziesz.-odpowiedziała jej moja mama.Poszła po swój portfel i spojrzała na mnie.-Jasmine.Daj jej swoje pieniądze,ponieważ nie mam w portfelu nic,a karty jej nie dam.
-Mamo nie !-krzyknęłam.-Nie dam jej nic.Niech sama sobie pójdzie i zarobi.Co ja jestem?!
-Nie tym tonem.Masz natychmiast dać jej te pieniądze albo będziesz miała szlaban.-byłam strasznie wściekła.To niesprawiedliwe.Ja mam jej dać,a ona mi nie odda.
-Dlaczego tak zawsze jest?Zawsze dajecie jej czego chce,a mnie zostawiacie.-miałam się już rozpłakać gdy nagle do domu ktoś zapukał.
-Porozmawiamy potem Jasmine.Nie będę z tobą dyskutować.-miałam ochotę się znów zabić przez tego plastika.Nienawidzę jej.Codziennie wynikają przez nią jakieś kłótnie.Pobiegłam na górę do swojego pokoju.Zabrałam telefon,klucze i pieniądze,które miałam dać tej dziwaczce.Nie dopuszczałam myśli żeby dać jej te pieniądze,na które sama musiałam zarobić.Może dałabym je jej gdyby chociaż oddawała.Wybiegłam z pokoju i wyszłam drzwiami od ogrodu.Na szczęście nikt mnie nie zobaczył.Szłam do Emmy.Wiedziałam,że ona będzie umiała mi pomóc, i że przy niej zapomnę o tej sytuacji.Zapukałam do jej drzwi.Niestety nikt nie otworzył.Wybrałam do niej numer i zadzwoniłam.Odebrała.
-Cześć słonko!-przywitałam się.-Czemu nie ma cię w domu?
-Hej.Przepraszam,ale musiałam pojechać do szpitala.Rano miałam iść do ciebie.Niestety upadłam i złamałam nogę.
-O jej! Przykro mi.Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłaś?
-No bo nie mogłam.
-No dobra.Trzymaj się mocno .Paa!
-Pa.
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni kurtki.Nie chciałam wrócić do domu,więc szłam dalej prosto ulicą.Wpadłam na pewien pomysł.Byłam wściekła na mamę i Bellę,więc postanowiłam ich też wkurzyć.Poszłam do centrum handlowego.Miałam ochotę na parę ładnych ciuszków.Nagle zauważyłam jak grupa dziewczyn zbliżyła się do jakiegoś stoiska.Podeszłam tam i  zobaczyłam JB,który podpisywał płyty.Justin popatrzył  na dziewczyny i po chwili jego czekoladowe oczy wypadły na mnie.Przeraziłam się.Chciałam odejść,ale nie mogłam.Nogi w tej chwili nie dały mi się ruszyć.Bieber uśmiechnął się do mnie,a ja lekko zarumieniłam się.Zauważyłam dziewczyny,które z zazdrością patrzyły na mnie.Cofnęłam się.Musiałam szybko gdzieś pójść.Celem był sklep z butami.Wybrałam ładne fioletowe kozaki,na małym obcasie.Wciąż ciągle odwracałam się i patrzyłam na stoisko.To było silniejsze ode mnie.Chciałam jakoś wypaść na dzisiejszej kolacji,więc poszłam jeszcze do innych sklepów.Wybierałam ubrania w odcieniu fioletowym. Lubiłam ten kolor i zawsze czułam się w nim dobrze.Postanowiłam iść już do domu.Dochodziłam do drzwi gdy nagle jeden z ochroniarzy Justina zaczepił mnie.
-Przepraszam Cię.Na chwilę proszę odejść.
-Niby dlaczego?-odpowiedziałam.
-Ponieważ chcemy aby nasza gwiazda wyszła.
-A gówno mnie to obchodzi.Chcę wyjść natychmiast i nie będę czekać aż jakaś tam ' gwiazdka ' wyszła pierwsza.Co to król jest?!-krzyknęłam.Miałam zły humor i ciągle ktoś mnie coraz bardziej wkurzał.
-Co jest Tom?Dlaczego nie mogę wyjść?-zza pleców ochroniarza wyszedł Justin.Od razu spjrzałam na jego czekoladowe oczy.Były cudowne.
-Ta dziewczyna nie rozumie,że ty chcesz wyjść pierwszy.
-A dlaczego ja nie mogę być pierwsza?!-wrzasnęłam.
-Bo na ciebie nie czeka mnóstwo fotografów na zewnątrz!-ochroniarz Justina ogromnie mnie wkurzył.
-Ej! Tom dajmy już spokój.-popatrzył na mnie i się uśmiechnął.-Jak chce to niech wyjdzie pierwsza.No Tom możesz już odejść.-zły ochroniarz odszedł od nas.
-Dzięki.-szepnęłam.
-Nie ma za co.-wciąż patrzyłam na jego oczy.-I jak dziś z kolacją?Wiesz,że musisz do mnie przyjść?Hm?
-Tak.Muszę bo mama karze.
-No wiesz co.Haha.No dobrze.Mama gotuje coś pysznego.Na pewno będzie ci smakować.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-Zapewne tak.-moje usta niestety nie miały ochoty się uśmiechać.Przynajmniej nie dziś.
-Ej!Co jest? Coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc?-w tej chwili menadżer JB zawołał go.-Muszę iść.Pogadamy wieczorem.Do zobaczenia!
-Cześć!-krzyknęłam.
Wyszłam ze sklepu.Nie mogłam uwierzyć,że z nim rozmawiałam tak normalnie.Pewnie to dlatego,że za bardzo nie lubię jego piosenek i za nim nie przepadam.Nie czuję do niego nic.Nawet nie rusza mnie to,że jest jakimś popowym piosenkarzem.Weszłam na swoje podwórko i otworzyłam drzwi do domu...
                                                            ***
Jak to się mówi:Ciąg dalszy nastąpi.Myślę,że powoli blog się rozkręca.Liczę na komentarze,bo są dla mnie najważniejsze,ponieważ dzięki nim mogę dalej pisać.Do następnego♥

poniedziałek, 14 marca 2011

Rozdział 1-A coincidence or fate?

Oczami Justina.
Obudził mnie nagły wrzask.Coś upadło.Był to oczywiście Christian.Jak zwykle próbujący być cicho.Rozbudziłem się już całkowicie i popatrzyłem na niego.Miał strasznego banana na ustach.Nie wiem czemu ale zawsze się z tego śmiałem.Rozejrzałem się dokładniej po pokoju i dopiero teraz zauważyłem,że mam łazienkę za wielkimi szklanymi drzwiami po drugiej stronie pokoju.Poszedłem tam i oblałem zimną wodą moją twarz.Popatrzyłem w lustro i uśmiechnąłem się do siebie.Przetarłem twarz ręcznikiem i wyszedłem z łazienki.W moim pokoju stał wciąż Christian.
-Co ty ? Zaciąłeś się? haaha-krzyknąłem.
-No wiesz...Nie przywitasz się nawet ze mną?
-Dobraa.Chodź tu.Hah.-przywitałem się z nim naszym uciskiem rąk.
-No i spokoo! Wymykamy się stąd?-powiedział.
-Ta.To znaczy nie dokładnie.No bo...Usher nie chce mnie puścić samego.Pozwolił mi iść do kręgielni.Tylko z ochroniarzem.
-Masakra.Chciałbym wyrwać jakieś laski.-mruknął.
-Też tak bym chciał.Ale mamy jeszcze czas na to.Na początku chce się przygotować do teledysku.I na pierwszym miejscu będzie na razie moja kariera.-popatrzyłem na torbę,którą powinienem już dawno rozpakować.Do pokoju weszła moja mama.
-Kochanie!Robię jutro kolacje.Przyjdą nasi nowi sąsiedzi.
-Ok.Ja i Christian idziemy na kręgle wrócimy koło 21.00.Na razie!-krzyknąłem wychodząc z pokoju.Wyszliśmy z domu.Wsiedliśmy do samochodu i usiedliśmy gdzie popadnie.Ochroniarzowi nie za bardzo podobał się wyjazd.No ale niestety ja go tu nie prosiłem.Uśmiechnąłem się do Chrisa.Po paru minutach dojechaliśmy na miejsce.Wyszliśmy na przód i podeszliśmy do kasy.Tam dano nam bilet na jedną godzinę.Poszliśmy na wyznaczony tor.Spotkaliśmy tam dziewczyny.Od razu spojrzałem się  Chrisa.Był zadowolony.Popatrzyłem na jedną z dziewczyn.Ubrana była w dżinsowe spodnie i kurtkę.Pod kurtką miała różową bluzkę,a włosy miała ciemne.'To ta sama dziewczyna,którą widziałem za oknem.'-pomyślałem.Uśmiechnąłem się podszedłem do dziewczyn.Zbliżyłem się do ciemnowłosej dziewczyny i spytałem jak ma na imię.
-Co cię to obchodzi?!-krzyknęła.
-Jasmine!Przecież to Justin Bieber!-krzyknęła jej koleżanka.
-A to tak się nazywasz.-spojrzałem w jej oczy.-Mnie pewnie już znasz.
-Jesteś za bardzo pewny siebie.Tylko jakoś ty mnie nie za bardzo interesujesz.-powiedziała z grymasem na twarzy.-Poza tym co ty sobie wyobrażasz.Nie każdą laskę wyrwiesz jednym spojrzeniem w jej oczy.
-Jak na razie to działa.Jesteś wyjątkowa,wiesz?-uśmiechnąłem się.
-Nie pochlebiaj sobie.-rzuciła kulą.Trafiła we wszystkie kręgle.Spojrzała się cwaniacko na mnie.Z pewnością chciała się przede mną popisać lub było to tylko moje odczucie.Wziąłem do ręki swoją kulę i rzuciłem ją bardzo mocno.Mój rzut był tak samo dobry jak Jasmine.Uśmiechnąłem się do niej też tak ja ona do mnie i krzyknąłem:
-Może mały turniej?
-Z miłą chęcią.Będę mogła patrzeć jak przegrywasz.
-I kto tu jest taki pewny siebie.-popatrzyłem na nią.-A może jakąś nagrodę dodamy do tego.
-Okey.Jeśli ja wygram to powiesz tamtej pani...-wskazała palcem na starszą i nie za bardzo ładną panią.-że ją kochasz.A jeśli ty wygrasz to...-popatrzyłem na Christiana.
-To zaprosimy was gdzieś.Będzie to tak zwana randka.-powiedziałem,a ona zaskoczona dodała po chwili...
-To na pewno nie będzie randka i na pewno to nie ty wygrasz.-krzyknęła.Widziałem w niej stanowczość i  upartość.Nawet mi się to spodobało.Graliśmy strasznie długo.W końcu ostatni rzut należał do mnie.Wziąłem kulę do ręki.Nastała cisza.Chris podskakiwał a Jasmine trzymała kciuki licząc na to,że źle rzucę.Nie spodziewałem się,że umiem tak dobrze w to grać.Rozbiegłem się.Kula toczyła się na środku toru.Jeszcze chwila i wszystko się okaże.Nagle kula uderzyła w kręgle.Rozbiła wszystko oprócz jednej.Ta jedna ciągle jeszcze się ruszała.Miałem jeszcze szanse.Chris krzyczał :
-Upadnij już !
Kręgiel upadł.Skoczyłem z radości.Christian ciągle coś krzyczał.
-No i jak? -śmiałem się-Gdzie chcecie iść?
-Jeszcze nic nie wiadomo.-powiedziała przyjaciółka Jas.Wciąż czekaliśmy na wyniki.Nagle na tablicy ukazały się.Był remis.Nie spodziewałem się tego w ogóle.
Oczami Jasmine.
Byłam strasznie zdziwiona i trochę zawiedziona,ponieważ cała gra poszła na marne.Nie miałam sił już na rewanż,na co też pewnie nie mieli inni.Wkurzyłam się ogromnie.Byłam też zawiedziona,bo nasza wygrana pójdzie w cholerę.Popatrzyłam na Justina i Chrisa po czym powiedziałam:
-No i jak?-uśmiechnęłam się.-Nagroda minie.
-Jak to?!-krzyknął Chris.
-No przecież jest remis.Najlepiej będzie jak każdy zapomni co się tu wydarzyło. -powiedziałam do chłopaka.-Chodź Emma! Muszę się przygotować na kolacje.Idę jutro z rodzicami na kolacje do nowych sąsiadów.Podobno wczoraj się wprowadzili.
-Jest !-krzyczał kolega Justina.
-O co chodzi?-spytała Emma.
-No wiesz tym nowym sąsiadem akurat się składa,że jestem nim ja.-po tych słowach JB stało mi się nie dobrze.Miałam do niego podejść i zabić.Popatrzyłam na krzesło.Chciałam je wziąć i rzucić.Ale udawałabym chyba chorą wariatkę.Nie chyba tylko na pewno.
-Jeszcze nie jestem pewna czy idę...-mruknęłam.
-Ej ! Wiesz co.Masz iść.-widziałam w Justinie trochę smutku.
-Jeszcze zobaczę.-powiedziałam.-Wychodzę stąd.Chodź Emma!
-Ej! Ale na pewno będziesz?-spytał mnie Justin i zatrzymał mnie patrząc mi w oczy.Czułam się nieswojo.Oderwałam się od jego wzroku i wyszłam z kręgielni.
Oczami Justina.
Opuściła wzrok i wyszły razem.Chciałem żeby Jasmine przyszła do mnie i moglibyśmy razem normalnie porozmawiać.Z Chrisem opuściliśmy salę i udaliśmy się do samochodu.Wchodząc do domu czułem już obiad,który mama ugotowała wcześniej.Zjadłem i poszedłem się umyć.Po wyjściu z łazienki miałem ogromną chęć do spania.Położyłem się i wziąłem jeszcze na chwilę swojego laptopa.W myśli ciągle krążyła mi dziewczyna z kręgielni-Jasmine.
                                                        ****
Rozdział nie najlepszy.Nie mam zbytnio weny.Przepraszam za jakiekolwiek błędy napisałam go w nocy,bo chciałam żeby już tu był :) Mam nadzieję,że blog wam się podoba.Następny rozdział na pewno będzie w tym tygodniu.Mam sporo nauki.Do następnego !♥

sobota, 12 marca 2011

Prolog.

Oczami Justina.
Lotnisko.Panował tu straszny hałas.Nawet własnych myśli nie słyszałem.Wokół otaczały mnie piszczące fanki.Na szczęście ochroniarze pomogli mi bezpiecznie dojść do limuzyny.Czekała mnie jeszcze długa droga,więc założyłem na uszy słuchawki i zaspałem w piosence ' Down to Earth '.Po pewnym czasie usłyszałem jak budzi mnie mój menadżer Usher.Byłem już na miejscu.Strasznie się ucieszyłem gdy wychodząc z samochodu nie musiałem słyszeć piski dziewczyn.Odwróciłem się.Za mną stał piękny i duży dom.Był pomalowany na biało.A jego dach był ciemno pomarańczowy.KLIK Szybko poszedłem za dom.Był tam duży basen obłożony białymi kafelkami.Za nim stała drewniana altana.Mieściło się w niej 6 osób.Postanowiłem w końcu wejść do domu.Było tam tak samo jak na zewnątrz.Styl mebli był bardzo nowoczesny.W tej chwili najbardziej potrzebowałem coś do picia i jedzenia.Wyruszyłem do kuchni.Z pełnej lodówki wyjąłem pepsi w puszcze,a z szafki nad kuchenką paczkę chipsów.Rozwaliłem się na kanapie włączając telewizję na kanał MTV.Leciała tam akurat moja piosenka "Never Let You Go".Patrząc w ekran usłyszałem jak za oknem rozmawiają i śmieją się jakieś dziewczyny. ' O boże.Czy one nie dadzą mi spokoju. ' -pomyślałem.Wstałem z wygodnej kanapy i podszedłem  do okna.Tam zobaczyłem jak dziewczyna o pięknych długich ciemnych włosach idzie z przyjaciółką w stronę centrum miasta.Zauważyłem,że nie za bardzo przejmują się tym co dzieję się na moim podwórku.Zdaję mi się,że chyba nikt nie wie gdzie teraz zamieszkuje.Wiem,że nie potrwa to długo,więc muszę się szybko tym nacieszyć.Chwilę później zadzwonił do mnie telefon.Był to Christian.
-Czeeść stary! Dzisiaj lecę do ciebie!
-Cześć.To zajebiście.Nawet nie wiesz jakie są tu laski.
-Przypuszczam,że niezłe.Haaha.Już się nie mogę doczekać naszych wygłupów.Będę o 20.Na razie!
-Na razie!
Położyłem iPhona na stole i wyszedłem na dwór.Spotkałem tam Ushera.Chciałem zwiedzić trochę okolice,ale on mi na to nie pozwolił.
-Domyślam się,że chodzi o moje bezpieczeństwo.-powiedziałem pod nosem.Miałem czasami dość tego,że nie mogłem sam wyjść na miasto bez podpisywania autografów.
-Przyjeżdża do ciebie Christian.Będziecie mogli wieczorem gdzieś wyjść.Słyszałem,że nie daleko mieści się kręgielnia.Poproszę jednego z ochroniarzy,aby zaopiekował się wami.-odpowiedział mi żywo.
-Ok.Idę pod prysznic.-poczułem się strasznie zmęczony.Wszedłem na górę po schodach .Na początku szukałem drzwi do łazienki,ponieważ nie łatwo było je znaleźć.Po prysznicu wybrałem sobie moim zdaniem najlepszy pokój.Położyłem się i usnąłem...
                                                                 ***
Tak wiem.Nie jest najlepszy.  ; [ Trudno było mi coś wymyślić.Początki chyba zawsze są takie...Do następnego ♥.

Heroes.

Jasmine Villegas-Ma 16 lat.Urodzona 7 grudnia.Mieszka w południowej Atlancie.Każdy wolny czas spędza z przyjaciółmi.Nienawidzi kłamstw i samolubów.Uwielbia taniec,muzykę i jak chyba wszystkie dziewczyny ' modę '.Zawsze może liczyć na przyjaciół.Jest szaloną dziewczyną.Lubi jeździć na swoim BMX.Kocha się za to kim jest.Nie lubi osób,którym wydaję się,że są ' gwiazdeczkami '.
Justin Bieber-Ma 16 lat.Urodzony 1 marca.Nie dawno przeprowadził się z rodzinnego miasta do Atlanty.Wolny czas spędza na śpiewie.Nienawidzi ludzi,którzy go prowokują.Uwielbia śpiew,taniec i siebie samego.Jest bardzo pewny siebie,lecz w pewnym momencie opowiadania uświadomi sobie kim tak naprawdę jest.Kocha ładne dziewczyny.Jest całkowitym podrywaczem.

Christian Beadles-Ma 14 lat.Jest najlepszym przyjacielem Justina.Większość czasu spędza z nim.Podoba mu się Emma,lecz boi się do tego przyznać.Jest chłopakiem nieśmiałym.Nie lubi się wywyższać.Z pozoru miły chłopak.Niezbyt inteligentny.
Emma Smith-Ma 15 lat.Ma korzenie polskie.Jest najlepszą przyjaciółką Jasmine.Mieszka nie daleko domu Villegas.Uwielbia chodzić na długie spacery późną porą.Kocha swojego psa Marleya(czyt.Marleja).Nie lubi ludzi nie szczerych.Występowała w nie których sesjach zdjęciowych.
Bella Demi Jasmine-Ma 14 lat.Siostra Jasmine.Jest typową ' lansiarą '.Udaje księżniczkę.Rodzice ją rozpieszczają bardziej niż Jasmine.Nienawidzi ludzi biednych i bez gustu.Jej szafka jest napełniona ubraniami.Patrząc w lustro mówi:Jestem najpiękniejsza.


****
Jak na razie to na tyle.Podkreślam,że dopiero zaczęłam pisać tego bloga.Myślę,że się wam spodoba.Od razu mówię,że nie ma tu wszystkich bohaterów,ponieważ ujawnią się oni dopiero w ciągu opowiadania.Do następnego ♥.