Wstałam.Dręczył mnie kac.Byłam rozpalona.
-`Chora?`-pomyślałam.Głowa mnie napierdalała tak mocno,że nawet własnych myśli dobrze nie rozumiałam.Leżałam.Nie miałam ochoty ruszyć nawet okiem.Nagle do pokoju ktoś wbiegł.Byłam mocno wkurwiona.
-Kurwa !-krzyknęłam nienormalna.Otworzyłam oczy.-Justin ! Zjebie !Nienawidzę cię!
-Super.-powiedział olewająco.
-Co ci?-spytałam.Justin nigdy by tego tak nie zostawił.Musiał by dodać swój własny `komentarz`.
-A co ma być kurwa?!-warknął.
-Dobra nie odzywam się bo jeszcze włosy ci odpadną.-powiedziałam ironicznie i próbowałam wstać.Pierwszy raz-dupa.Drugi-już lepiej.Trzeci-udało się!
-Upiłam się.
-Aha ja też.
-Hmm...Boli cię głowa ?
-Nie kurwa swędzi mnie.-wkurwił mnie.Pierdolnięte dziecko.
-Słuchaj masz może pożyczyć jakąś koszulkę?Ta mi się ubrudziła.
-Nie wiem.Idź do Christiana on pewnie ma .-powiedział naciskając na imię ` Christian `.
-Okej.Nara.-popatrzył na mnie.Wyszłam chwiejąc się trochę.Weszłam do pokoju chłopaków.Chrisa nie było.
-Justiiinnn !
-Czego chcesz?-mruknął pod nosem.
-Gdzie jest Chris?
-W domu.
-Dasz jego numer telefonu?
-Nie.
-Czemu?
-Bo tak mi się podoba.-poszłam do niego.Moja ochota na rzucenie w niego krzesłem była prawie zrealizowana.Jeszcze trochę i...Telefon zadzwonił.
-Słucham?-spytałam dosyć nie wyraźnym głosem.
-Jas?To ja Emma.Mogę wpaść?
-Yyy przyjdź pod dom Biberów.
-Jesteś tam?-spytała oszołomiona.
-No tak.Opowiem ci wszystko jak przyjdziesz.
-Ok już idę.
Rozłączyła się.Podeszłam do Justina.
-Ej!-krzyknęłam śmiesznie.-Masz łaskotki?
Uśmiechnęłam się.
-O nie ! Nie masz prawa.-zaczęłam ganiać go po całym pokoju aż w końcu rzuciłam go na łóżka i przygniotłam go.
-Daj jego telefon bo możesz nie wstać już.-śmiałam się.Widać że mu się to podobało.-I nie pokazuj tych swoich humorków dzieciaku.
-Zejdź ze mnie!Szybko.Umieram . . .-Bieber udał,że umarł.A ja się tylko śmiałam.
-Nie szpanuj!Justin!-waliłam go w twarz.-Justin?
-Meee...!-udawał że płacze. Rozbawiło mnie to strasznie.Nagle do pokoju weszła mama Justina.W tym momencie Bieber upadł z łóżka ze śmiechu.Śmieliśmy się,a mama Justina Pattie była zamurowana.
-Mhm.Przepraszam.-poszła sobie.
-Hahahahahahahahaha!-śmieliśmy się do upadłego.
-Ej Justin masz w końcu jakąś koszule czy nie?
-Mam,ale ja mam bardzo markowe ciuchy.-zaszpanował i ciągle podnosił brwi do góry.
-Aha,a ja mam bardzo markowe kopnięcie w dupę.
-Uuuu.-skrzywił się.-Nie.Nie boję się.
Podniosłam się i udałam,że jestem obrażona.Justin się na to złapał i podniósł się z łóżka po czym podszedł do mnie i popatrzył na mnie.Zrobiłam to samo.
-`Jego oczy są piękne.Czekoladowe,prawdziwe,czyste i . . .Jasmine! Opanuj się.`-pomyślałam.
Zbliżył się do mnie.Byliśmy blisko,ale wiedziałam,że chcieliśmy jeszcze bliżej.Tak bardzo bliżej,że można byłoby poczuć swój oddech.Właśnie w tym momencie tak było.Ja czułam jego perfumy a on moje.Pocałowaliśmy się.To nie był jeden z tych szczeniackich pocałunków.To było coś mocnego.Bardzo mocnego.Moment ten trwał nie więcej niż 5 minut.Chcieliśmy jeszcze więcej.Justin położył swoje dłonie na moje policzki,które głaskał delikatnie i powoli.Uśmiechałam się.To było coś wspaniałego.Moje ręce też dały się ponieść i znalazły się na jego biodrach.W tej chwili-w tej pięknej chwili ktoś wpadł do pokoju.Justin i ja oderwaliśmy się od siebie.
-Oooo! Jesteś Jas!Dzwoniłam.Czemu nie odbierałaś?Czemu siedzisz z tym kimś?-mówiła szybko Emma.
-`Dzwoniła?Chyba ten niesamowity moment kiedy ja i Bieber byliśmy razem odpłynął nas tak daleko,że nawet nie słyszeliśmy dzwonka mojego telefonu.`-pomyślałam.Zapewne tak było.
-Tak jestem tu.
-Ale co wy tu robicie?
-Nic.-odpowiedział Justin i popatrzył na mnie.
-Właśnie-nic.-zarzuciłam.
-Halo?!Co z wami?-podniosła ręce i machała przed moimi i jego oczami.-Ej! Dobra możecie się dogadać.Błagam was bo dla mnie to robi się męczące.
-Dobra.-powiedział Justin.Byłam bardzo zszokowana.
-`Czy on powiedział 'dobra'?! To chyba jakiś żart.On naprawdę tego chce? Może spróbujemy.`-myślałam.
-No wreszcie! A wiecie jak zaczniecie ? Dziś mam wolną chatę.Będzie impra na całego. Mnóstwo procentu i czego tam będziecie chcieli jeszcze. Co o tym myślicie?-szczerzyła się.
-Może być.-jęknęłam i padłam na łóżko.To pewnie przez kac.Nie czułam prawie głowy.Mętlik w niej był niesamowity.Justin i Emma podeszli do mnie.
-Stało się coś?-spytała Emma trzymając mnie za głowę.
-Pójdę po wodę.-powiedział Justin.
Poszedł.A ja powoli wstałam i udałam się do łazienki.Tam obmyłam twarz zimną wodą i przetarłam ją ręcznikiem.
Oczami Justina.
Poszedłem po wodę.Następnie zaniosłem ją Jasmine.
-Masz.-dałem jej szklankę.
-Ymm...to ja lecę szykować dom.Narkaa!-Emma wyszła z pokoju a ja patrząc na Jas powiedziałem:
-Myślę ciągle o naszym pocałunku.
-Yhh no ja też.-piła dalej.
-Powiedz mi...co będzie dalej?-spytałem.Przybliżyłem się do niej i wyrywając jej kubek z ręki położyłem go na kredensie po czym przytuliłem Jasmine. Nie chcąc czekać na jej odpowiedź pocałowałem ją.
-Justin my przecież się nienawidzimy.-znów zacząłem ją całować.Tym razem mocniej i bardziej nachalnie niż pierwszym razem.Lekko prowadziłem ją w stronę łóżka.
-Nie!-krzyknęła.-Jesteś tym kolejnym dupkiem co chciałby tylko jednego.
-Ale...-wystraszony nie mogłem zbytnio mówić.
-Seks tylko ci w głowie.Myślałam...myślałam,że może zmieniłeś się,że może jesteś inny ! A ja po chuj dałam ci się lizać.
-Nie prawda.Nie jestem taki.-zmieszany powiedziałem.
-Tak jasnee.Daj mi tą jebaną koszulkę i mogę stąd iść.-podszedłem do szafy i dałem jej moją ulubioną bluzkę.-Nara.
Wyszła z pokoju.
-`Kurwa . kurwa ! Co ja robię!? Ona ma rację.Muszę się opamiętać.Ale ja coś do niej czuję.`-myślałem.
Oczami Jasmine.
Szłam,szłam i łzy mi napływały się do oczu.
-`Dupek.Jebany sukinsyn.`-pomyślałam.Na ulicy nie było zbytnio dużego tłumu.Koszulka Justina leżała dobrze.Weszłam do domu.
-Mamo!Jestem!
-Dobrze.Chodź.Przyszłaś w samą porę.
-Jak to?
-No chodź.-zdjęłam buty i powędrowałam do kuchni.
-Tato! Tato !-rzuciłam się na tatę.-Kiedy przyjechałeś?Dobrze się czujesz?
-Tak już jest o wiele lepiej.-uradowana przytuliłam go mocno.
-Tak się cieszę.-usiadłam na krześle i ciągnęłam dalej...-mamo , tato mam do was prośbę.Dziś u Emmy jest impreza.Mogłabym pójść?Proszę.
-Pewnie.-powiedzieli prawie jednocześnie.
-Ale...tak po prostu mi pozwalacie?
-Tak.-uśmiechnęli się.
-Rozmawiałam z tatą i dużo mówiliśmy o tobie.Za mało czasu spędzamy razem.Pewnie czujesz się odrzucona,prawda?-mówiła moja matka.
-No rzeczywiście masz rację.-mruknęłam.
-Dlatego chcemy nadrobić zaległości.
-No dobrze.To ja mogę się już szykować?-spytałam.
-Tak.Idź i baw się dobrze.-powiedzieli.Poszłam do łazienki...
***
Macie.Mam pytanie.Czy podoba wam się nowy wygląd bloga?
I mam nadzieję,że czytacie to coś co piszę.
Dużo czasu spędzam na pisanie,ale pamiętajcie,że też mam swoje życie.
Wycieczka była okropna.Bez pytań.
Rozdział nie jest jakiś dobry ale bywa...
Do następnego ♥
Do następnego ♥