piątek, 22 kwietnia 2011
Przepraszam.
Przepraszam was.Ale nie mogłam pisać.Tak czasami bywa.Notka może 1 maja.Albo wcześniej.Obiecuję:)
niedziela, 10 kwietnia 2011
Rozdział 4-Hell is changing in the sky.
Oczami Jasmine.
Wyszliśmy razem na scenę.Justin złapał mikrofon i przybliżając go do jego ust powiedział:
-Słuchajcie!Mam do was ogromną prośbę.Ta dziewczyna potrzebuje pomocy.A moi ochroniarzy jej nie pomogli,więc na pewno wy mi pomożecie.-uśmiechnął się słodko.-Jasmine szuka swojej siostry.Jej tata miał wypadek.Jasmine jak twoja siostra ma na imię?
-Bella.-rzekłam.Byłam zarumieniona.Nie jedna dziewczyna chciała tu stać.
-Bella jesteś tu?-wtedy zobaczyłam jak jedna dziewczyna o blond włosach wychodzi z płaczem.
-Jest tam!-wskazałam palcem i biegiem zeszłam ze sceny.Justin zrobił to samo.A fanki piszczały jak opętane.Po chwili dogoniłam siostrę i mocno ją przytuliłam.-Słyszałaś?Tata miał wypadek.Trzeba mu pomóc.Justin nam pomoże.Zobaczysz będzie dobrze.
Sama nie mogłam uwierzyć,że zbliżyłam się do takiego stopnia do Belli.Myślałam,że takie plastki nie mają uczuć.
-Ale jak to ?On nam pomoże?-spojrzała na Biebera.
-Pomogę wam chętnie.-uśmiechnął się do niej i lekko przytulił.-Dzwonie do Ushera.
Wyjął telefon i wybrał numer do swojego menadżera.
Oczami Justina.
Zadzwoniłem do Ushera.
-Usher?!...Halo...!Jesteś?!
-Justin uciekaj w bezpieczne miejsce!Twoje fanki panikują!Uciekaj!-Usher tak strasznie krzyczał,że ledwo go zrozumiałem.Rozłączyłem się.
-Jasmine!One tu biegną!-krzyknąłem i wskazałem palcem na środek ulicy gdzie można było zauważyć biegnące fanki.
-Chodź do nas.Szybko!-dodała szybko Bella.Biegliśmy chyba z 30 min,aby zgubić szalone fanki i bezpiecznie dostać się do domu Jasmine i Belli.Kiedy znaleźliśmy się już na podwórku dziewczyn powiedziałem zdyszanym głosem:
-Boże!Nigdy więcej.One są szalone.
-Idziemy do mamy.W domu zadzwonisz jeszcze raz do Ushera i powiesz mu gdzie jesteś.-powiedziała Jas.Była wykończona tą bieganiną.Chyba dzisiejszego dnia nie zapomnę nigdy.Byłem bardzo zły na moich fanów,ponieważ mieli mi pomóc.Weszliśmy do domu tam zobaczyłem uśmiechającą się do nas mamę Jasmine i Belli.Nie wiedziałem o co tu chodzi,przecież ich ojciec miał wypadek.
-Mamoo!-krzyknęła Bella-Co się stało?
-Kochani dzwonił tata ! Nic mu się nie stało!-krzyknęła ich matka.Była tam szczęśliwa.
Oczami Jasmine.
Spojrzałam na matkę z wielkim zaskoczeniem.Rzuciłam się na najbliższą osobę.Nie zwracałam nawet uwagi na kogo.Dopiero potem ocknęłam się i zauważyłam,że był to Justin.Widziałam jak się cieszy.Zdaję mi się,że zapewnię cieszył się z mojego mocnego uścisku.Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Mamo jak to się stało?Skąd się o tym dowiedziałaś?-powiedziałam.
-Dzwonili ze szpitala.Ojciec jest zdrów jak ryba.Ma małe draśnięcia.Niestety nie przyjedzie prędko,ponieważ samochód został uszkodzony.-odpowiedziała mi mama.
-Wiesz co mamuś?To jest Justin.On chciał nam pomóc.To się nazywa bohater.-Bella spojrzała na Biebera i zarumieniła się.I znowu zaczęła.Te jej gierki.Na mojej twarzy pojawił się grymas.Bella zakochała się w nim po uszy.
-No to ty jesteś słynny Justin Bieber.-moja matka obejrzała go od dołu do góry.-Moja córka Bella dużo o tobie mówiła.Słyszałam,że się tu przeprowadziłeś.Serdecznie zapraszam twoich rodziców na kolacje.Musimy ci podziękować za to jak bardzo się poświęciłeś.
-Yyy..dziękuje.Chętnie przyjdę z mamą.-powiedział.
-A tata?-strasznie się zawstydziłam.Moja mama nie wiedziała,że ojciec JB odszedł od jego rodziny.Spróbowałam coś wy myśleć i szybko dodałam:
-No to super!Dziękuje ci Justin,że pomogłeś mi.Jestem ci wdzięczna.Tak się cieszę,że ojcu nic się nie stało.Nie wiem co bym sobie zrobiła gdyby go zabrakło.-wpatrzyłam się w jego czekoladowe oczy.
-Nie ma za co...-uśmiechnął się szczerze.-Przyjedziemy koło 20.00.Pasuje?!
-Tak,tak.-szepnęłam a matka powtórzyła głośniej.
-Jasmine mogę z tobą porozmawiać?-spytał.Na co szybko odpowiedziałam:
-Pewnie!Chodź wyjdziemy.
Wyszliśmy za drzwi,a tam Justin musnął mnie w usta.Nogi robiły mi się jak z waty.
-Słuchaj co ty robisz-spytałam uśmiechając się.
-Myślałem,że ci to pasuje.-odwzajemnił uśmiech.
-Hm...Dziękuję ci za pomoc.-pocałowałam go lekko w usta i położyłam rękę na klamce do domu.Justin złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Ej! Dobra dosyć.Do zobaczenia o 20.-spróbowałam się odepchnąć.
-Dobrze.Do zobaczenia!-powiedział a po chwili przyjechał po niego Usher.
Godzina 19.30
Byłam zdenerwowana.Z szafy wyjęłam wszystkie możliwe ciuchy na kolacje.Za pół godziny mieli przyjechać,a ja jeszcze w ogóle nie byłam naszykowana.Wtedy weszła do mojego pokoju Bella.
-Hm..A ta czarna sukienka z tymi butami na szpilce będą pasować?-spytała.
-Rzeczywiście.-uśmiechnęłam się lekko.-Dzięki...
-Nie ma za co...Powiedz mi.Czy tobie podoba się Justin?
-Coo?!Przestań.-chciałam uniknąć tematu.-Co założyć do tych butów i sukienki?
-Unikasz tematu?-popatrzyła na mnie dziwnie.
-Ja?Nie.To co założyć do tego?-spytałam ponownie.
-Może...ten naszyjnik?-podniosła srebrny i długi naszyjnik z sercem.
-Dobrze.Będzie to fajnie wyglądać.Idę się ubrać.-poszłam do łazienki a tam przebrałam się w naszykowane ciuchy.-I jak ?
-Zajebiście wyglądasz.-uśmiechnęła się szeroko.
-Już 20!-krzyknęłam.Wyjrzałam za okno i zobaczyłam samochód.Zapewne był to Bieber.Zeszłam razem z Bellą na dół.
***
Tak wiem...Nudaa.; | Przepraszam ale w ogóle nie mam weny.Nic.Po prostu nic.Ale mam nadzieję,że to minie.Nie dawno był egzamin i ogólnie jestem załamana.Obiecuję,że się poprawie.Do następnego.♥
Wyszliśmy razem na scenę.Justin złapał mikrofon i przybliżając go do jego ust powiedział:
-Słuchajcie!Mam do was ogromną prośbę.Ta dziewczyna potrzebuje pomocy.A moi ochroniarzy jej nie pomogli,więc na pewno wy mi pomożecie.-uśmiechnął się słodko.-Jasmine szuka swojej siostry.Jej tata miał wypadek.Jasmine jak twoja siostra ma na imię?
-Bella.-rzekłam.Byłam zarumieniona.Nie jedna dziewczyna chciała tu stać.
-Bella jesteś tu?-wtedy zobaczyłam jak jedna dziewczyna o blond włosach wychodzi z płaczem.
-Jest tam!-wskazałam palcem i biegiem zeszłam ze sceny.Justin zrobił to samo.A fanki piszczały jak opętane.Po chwili dogoniłam siostrę i mocno ją przytuliłam.-Słyszałaś?Tata miał wypadek.Trzeba mu pomóc.Justin nam pomoże.Zobaczysz będzie dobrze.
Sama nie mogłam uwierzyć,że zbliżyłam się do takiego stopnia do Belli.Myślałam,że takie plastki nie mają uczuć.
-Ale jak to ?On nam pomoże?-spojrzała na Biebera.
-Pomogę wam chętnie.-uśmiechnął się do niej i lekko przytulił.-Dzwonie do Ushera.
Wyjął telefon i wybrał numer do swojego menadżera.
Oczami Justina.
Zadzwoniłem do Ushera.
-Usher?!...Halo...!Jesteś?!
-Justin uciekaj w bezpieczne miejsce!Twoje fanki panikują!Uciekaj!-Usher tak strasznie krzyczał,że ledwo go zrozumiałem.Rozłączyłem się.
-Jasmine!One tu biegną!-krzyknąłem i wskazałem palcem na środek ulicy gdzie można było zauważyć biegnące fanki.
-Chodź do nas.Szybko!-dodała szybko Bella.Biegliśmy chyba z 30 min,aby zgubić szalone fanki i bezpiecznie dostać się do domu Jasmine i Belli.Kiedy znaleźliśmy się już na podwórku dziewczyn powiedziałem zdyszanym głosem:
-Boże!Nigdy więcej.One są szalone.
-Idziemy do mamy.W domu zadzwonisz jeszcze raz do Ushera i powiesz mu gdzie jesteś.-powiedziała Jas.Była wykończona tą bieganiną.Chyba dzisiejszego dnia nie zapomnę nigdy.Byłem bardzo zły na moich fanów,ponieważ mieli mi pomóc.Weszliśmy do domu tam zobaczyłem uśmiechającą się do nas mamę Jasmine i Belli.Nie wiedziałem o co tu chodzi,przecież ich ojciec miał wypadek.
-Mamoo!-krzyknęła Bella-Co się stało?
-Kochani dzwonił tata ! Nic mu się nie stało!-krzyknęła ich matka.Była tam szczęśliwa.
Oczami Jasmine.
Spojrzałam na matkę z wielkim zaskoczeniem.Rzuciłam się na najbliższą osobę.Nie zwracałam nawet uwagi na kogo.Dopiero potem ocknęłam się i zauważyłam,że był to Justin.Widziałam jak się cieszy.Zdaję mi się,że zapewnię cieszył się z mojego mocnego uścisku.Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Mamo jak to się stało?Skąd się o tym dowiedziałaś?-powiedziałam.
-Dzwonili ze szpitala.Ojciec jest zdrów jak ryba.Ma małe draśnięcia.Niestety nie przyjedzie prędko,ponieważ samochód został uszkodzony.-odpowiedziała mi mama.
-Wiesz co mamuś?To jest Justin.On chciał nam pomóc.To się nazywa bohater.-Bella spojrzała na Biebera i zarumieniła się.I znowu zaczęła.Te jej gierki.Na mojej twarzy pojawił się grymas.Bella zakochała się w nim po uszy.
-No to ty jesteś słynny Justin Bieber.-moja matka obejrzała go od dołu do góry.-Moja córka Bella dużo o tobie mówiła.Słyszałam,że się tu przeprowadziłeś.Serdecznie zapraszam twoich rodziców na kolacje.Musimy ci podziękować za to jak bardzo się poświęciłeś.
-Yyy..dziękuje.Chętnie przyjdę z mamą.-powiedział.
-A tata?-strasznie się zawstydziłam.Moja mama nie wiedziała,że ojciec JB odszedł od jego rodziny.Spróbowałam coś wy myśleć i szybko dodałam:
-No to super!Dziękuje ci Justin,że pomogłeś mi.Jestem ci wdzięczna.Tak się cieszę,że ojcu nic się nie stało.Nie wiem co bym sobie zrobiła gdyby go zabrakło.-wpatrzyłam się w jego czekoladowe oczy.
-Nie ma za co...-uśmiechnął się szczerze.-Przyjedziemy koło 20.00.Pasuje?!
-Tak,tak.-szepnęłam a matka powtórzyła głośniej.
-Jasmine mogę z tobą porozmawiać?-spytał.Na co szybko odpowiedziałam:
-Pewnie!Chodź wyjdziemy.
Wyszliśmy za drzwi,a tam Justin musnął mnie w usta.Nogi robiły mi się jak z waty.
-Słuchaj co ty robisz-spytałam uśmiechając się.
-Myślałem,że ci to pasuje.-odwzajemnił uśmiech.
-Hm...Dziękuję ci za pomoc.-pocałowałam go lekko w usta i położyłam rękę na klamce do domu.Justin złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Ej! Dobra dosyć.Do zobaczenia o 20.-spróbowałam się odepchnąć.
-Dobrze.Do zobaczenia!-powiedział a po chwili przyjechał po niego Usher.
Godzina 19.30
Byłam zdenerwowana.Z szafy wyjęłam wszystkie możliwe ciuchy na kolacje.Za pół godziny mieli przyjechać,a ja jeszcze w ogóle nie byłam naszykowana.Wtedy weszła do mojego pokoju Bella.
-Hm..A ta czarna sukienka z tymi butami na szpilce będą pasować?-spytała.
-Rzeczywiście.-uśmiechnęłam się lekko.-Dzięki...
-Nie ma za co...Powiedz mi.Czy tobie podoba się Justin?
-Coo?!Przestań.-chciałam uniknąć tematu.-Co założyć do tych butów i sukienki?
-Unikasz tematu?-popatrzyła na mnie dziwnie.
-Ja?Nie.To co założyć do tego?-spytałam ponownie.
-Może...ten naszyjnik?-podniosła srebrny i długi naszyjnik z sercem.
-Dobrze.Będzie to fajnie wyglądać.Idę się ubrać.-poszłam do łazienki a tam przebrałam się w naszykowane ciuchy.-I jak ?
-Zajebiście wyglądasz.-uśmiechnęła się szeroko.
-Już 20!-krzyknęłam.Wyjrzałam za okno i zobaczyłam samochód.Zapewne był to Bieber.Zeszłam razem z Bellą na dół.
***
Tak wiem...Nudaa.; | Przepraszam ale w ogóle nie mam weny.Nic.Po prostu nic.Ale mam nadzieję,że to minie.Nie dawno był egzamin i ogólnie jestem załamana.Obiecuję,że się poprawie.Do następnego.♥
wtorek, 5 kwietnia 2011
Rozdział 3.-Enemies can become friends.
Oczami Jasmine.
W domu czekała na mnie mama.Zauważyłam,że nie ma ochoty się ze mną kłócić.' Co się stało? '-pomyślałam.Czyżby moja mama coś zrozumiała.Bella to zwykła barbie.Była typową lansiarą udającą jakąś tam księżniczkę.Może moja mama to zauważyła.Chciałabym aby była to prawda,ale raczej chodziło o coś innego.Ale o co?Weszłam do kuchni gdzie stała moja mama.Była zapłakana.
W domu czekała na mnie mama.Zauważyłam,że nie ma ochoty się ze mną kłócić.' Co się stało? '-pomyślałam.Czyżby moja mama coś zrozumiała.Bella to zwykła barbie.Była typową lansiarą udającą jakąś tam księżniczkę.Może moja mama to zauważyła.Chciałabym aby była to prawda,ale raczej chodziło o coś innego.Ale o co?Weszłam do kuchni gdzie stała moja mama.Była zapłakana.
-Co się stało?-spytałam.Serce zaczęło mi walić.Co się mogło stać?Przecież przed moim wyjściem było wszystko w porządku oprócz kłótni z moją matką i Bellą.
-Oj..cie...c.-wydusiła przez łzy.Nie mogła mówić.Łzy ciekły jej po policzkach niczym strumyk.
-Co z ojcem!?-krzyknęłam już zdenerwowana.
-Miał...-tu nastała wielka cisza.-wypadek...
-Co?!-wrzasnęłam tak głośno jak tylko potrafiłam.-Gdzie teraz jest!?
-Za granicą w Nowym Yorku.Dostałam telefon.Nie dojedziemy tam teraz.Jest niedziela.-była bezradna.Coraz grubsze łzy ciekły jej po policzkach.Stałam jak słup.
-A gdzie jest Bella?!
-Poszła na ten koncert.-powiedziała trzymając w dłoni chusteczkę.
-Aha.Mamo ciągle próbuj dodzwonić się do tego szpitala.Ja powinnam znaleźć jakiś transport.-wybiegłam z domu trzaskając drzwiami.Czułam jak z oczu ciekną mi pojedyncze łzy.Usłyszałam głos Justina.Jego koncert był trzy ulicy dalej.Biegłam jak szalona.Nie myślałam o niczym innym jak znaleźć Bellę i wyjechać z miasta do taty.
Gdy byłam już na miejscu Justin śpiewał tam nową piosenkę ' Pray '.Stanęłam i zapatrzyłam się w niego,lecz po chwili otrzęsłam się i szukałam Belli.Ochroniarz przy wejściu nie chciał mnie wpuścić.
-Ale ja muszę! Zrozumcie.-wtedy wyciekły mi łzy.-Proszę was! Mój ojciec jest w szpitalu.Miał wypadek.Tu jest moja siostra.Muszę po nią iść.
-Wiesz ile panienek tak mówi?-zakpił ze mnie.
-Proszę was! Tylko ją znajdę i wyjdziemy.Mówię prawdę.-prosiłam.
-Nie ma mowy.Z nami nie jest tak łatwo.-wtedy paru widzów stojących przy wejściu odwróciło się do nas.Obserwowało mnie zapłakaną i dwóch ochroniarzy-grubych i złych.Po krótkim czasie widzowie skupili swój wzrok na nas.Justin zatrzymał się i też zauważył grupę stojącą przy wejściu.
-Co się tam stało?-zapytał przez mikrofon.Jeden z ochroniarzy stojący obok mnie pomachał mu ręką na znak ,że nic się nie stało.Potem pokazał na mnie.-Jasmine?!
Wszyscy widzowie byli zaskoczeni.Sama się im nie dziwie.Obserwowałam wszystkich obok.Zauważyłam jak Bieber idzie za scenę.Co on chce zrobić?Wtedy na scenę wszedł jego menadżer Usher i poprosił ochroniarzy aby mnie przepuścić i przyjść ze mną za scenę.Poszłam.Za sceną stał JB.Miał białe spodnie i fioletowy sweter pod,którym miał biały T-shirt.
-Co chcesz?-powiedziałam przymusem.
-Co się stało?Czego tu tak szukałaś?-Justin zauważył moje czerwone oczy ,z których leją się łzy.-Ty płaczesz!? Czemu?Powiedz mi.Proszę.Chcę ci pomóc.
-Szukałam mojej siostry.Mój tata miał...-zatrzymałam się.-wypadek.
-Wypadek?!Gdzie?-zaniepokojony zapytał.Zdałam sobie sprawę w tym momencie,że na prawdę mu zależało.
-W Nowym Yorku.Samolotem nie wylecimy.Wszystkie bilety wykupione.-wyszeptałam.Nie miałam siły mówić głośno.-Mój ojciec był dla mnie wyjątkowy.To on opiekował się i więcej czasu spędzał ze mną.Miał wypadek.Nie mogę tego pojąć.-Dlaczego tak jest?!-krzyknęłam a Justin zaskoczony popatrzył na mnie.
-Ja...nie wiem.
Oczami Justina.
-Ja...nie wiem-przypomniałem sobie wtedy mojego ojca,który nie kochał mnie.
-Dlaczego akurat teraz musi być ten cholerny wypadek?! Wtedy kiedy nie mogę do niego przyjechać,przytulić i mu pomóc.-Jasmine była zdenerwowana.Nie mogłem się powstrzymać-przytuliłem ją.Ona odwzajemniła uścisk.Widocznie tego jej teraz najbardziej brakowało.Płakała.
-Będzie dobrze.Zobaczysz.-pogłaskałem kciukiem jej mokry policzek.-Ja ci pomogę.Na pewno.Nie zostawię cię.
-Justin jesteś dla mnie ciągle obcą osobą.Nie znam cię,a ty się mną za bardzo przejmujesz.-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak.Wiem.Ale jest coś w tobie,co mnie przyciąga do ciebie.Przy tobie czuje się całkiem inaczej.Jestem bardziej otwarty na uczucia.Jestem tym dawniejszym Justinem-oznajmiłem jej.
-Ale to jest dla mnie za trudne,aby gwiazda taka jak ty spotykała się ze mną tak normalną dziewczyną.U ciebie liczy się kariera.U mnie szkoła.To nie jest proste.Wmawiałam sobie,że jesteś gwiazdką,która nie ma uczuć,a jednak myliłam się.Jesteś inny.Przynajmniej przy mnie jesteś normalny.Ale teraz kiedy tata miał wypadek-tutaj położyłem jej palca na wargach.Nie chciałem aby już nic mówiła.Chciałem tylko jednego.Pocałowałem ją lekko i bardzo czule.Spodobało jej się to,ponieważ odwzajemniła mój pocałunek.
-Justin co my robimy?!-odepchnęłam się od niego.
-Nie wiem.-popatrzyła na mnie jej brązowymi oczami.-Słuchaj.Mam pomysł jak ci pomóc.Pojadę z tobą i twoją mamą z siostrą do taty.Ja was zawiozę.Mam samochód.Może wtedy się lepiej poznamy.I co ty na to?
-Justin nie musisz się na mnie litować.Nie potrzebuje tego.-szepnęłam.
-Wcale się nie lituje.Ja chcę ci pomóc.Poznać cię lepiej i w ogóle.-Miałem wrażenie,że coś do niej czuję.Coś mocnego.Coś co mnie przyciąga do niej.
-Jeśli chcesz...-Cieszyłam się,ale nie mogłam się uśmiechnąć.Nie uśmiechałam się często.Razem z JB wyszliśmy na scenę...
***
Rozdział mniejszy niż zawsze ale ogólnie nie mam czasu na nie.Bloga nie zamykam; D.Tylko rozdziały nie będą długie.Mam nadzieję,że się wam podoba.I proszę was jak już piszecie komentarz to napiszcie jakieś swoje opinie na temat rozdziałów.Nie wiem kiedy będzie następny.Na pewno wtedy kiedy będę miała czas.Do następnego♥
-Ja...nie wiem.
Oczami Justina.
-Ja...nie wiem-przypomniałem sobie wtedy mojego ojca,który nie kochał mnie.
-Dlaczego akurat teraz musi być ten cholerny wypadek?! Wtedy kiedy nie mogę do niego przyjechać,przytulić i mu pomóc.-Jasmine była zdenerwowana.Nie mogłem się powstrzymać-przytuliłem ją.Ona odwzajemniła uścisk.Widocznie tego jej teraz najbardziej brakowało.Płakała.
-Będzie dobrze.Zobaczysz.-pogłaskałem kciukiem jej mokry policzek.-Ja ci pomogę.Na pewno.Nie zostawię cię.
-Justin jesteś dla mnie ciągle obcą osobą.Nie znam cię,a ty się mną za bardzo przejmujesz.-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak.Wiem.Ale jest coś w tobie,co mnie przyciąga do ciebie.Przy tobie czuje się całkiem inaczej.Jestem bardziej otwarty na uczucia.Jestem tym dawniejszym Justinem-oznajmiłem jej.
-Ale to jest dla mnie za trudne,aby gwiazda taka jak ty spotykała się ze mną tak normalną dziewczyną.U ciebie liczy się kariera.U mnie szkoła.To nie jest proste.Wmawiałam sobie,że jesteś gwiazdką,która nie ma uczuć,a jednak myliłam się.Jesteś inny.Przynajmniej przy mnie jesteś normalny.Ale teraz kiedy tata miał wypadek-tutaj położyłem jej palca na wargach.Nie chciałem aby już nic mówiła.Chciałem tylko jednego.Pocałowałem ją lekko i bardzo czule.Spodobało jej się to,ponieważ odwzajemniła mój pocałunek.
-Justin co my robimy?!-odepchnęłam się od niego.
-Nie wiem.-popatrzyła na mnie jej brązowymi oczami.-Słuchaj.Mam pomysł jak ci pomóc.Pojadę z tobą i twoją mamą z siostrą do taty.Ja was zawiozę.Mam samochód.Może wtedy się lepiej poznamy.I co ty na to?
-Justin nie musisz się na mnie litować.Nie potrzebuje tego.-szepnęłam.
-Wcale się nie lituje.Ja chcę ci pomóc.Poznać cię lepiej i w ogóle.-Miałem wrażenie,że coś do niej czuję.Coś mocnego.Coś co mnie przyciąga do niej.
-Jeśli chcesz...-Cieszyłam się,ale nie mogłam się uśmiechnąć.Nie uśmiechałam się często.Razem z JB wyszliśmy na scenę...
***
Rozdział mniejszy niż zawsze ale ogólnie nie mam czasu na nie.Bloga nie zamykam; D.Tylko rozdziały nie będą długie.Mam nadzieję,że się wam podoba.I proszę was jak już piszecie komentarz to napiszcie jakieś swoje opinie na temat rozdziałów.Nie wiem kiedy będzie następny.Na pewno wtedy kiedy będę miała czas.Do następnego♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)