wtorek, 5 kwietnia 2011

Rozdział 3.-Enemies can become friends.

Oczami Jasmine.
W domu czekała na mnie mama.Zauważyłam,że nie ma ochoty się ze mną kłócić.' Co się stało? '-pomyślałam.Czyżby moja mama coś zrozumiała.Bella to zwykła barbie.Była typową lansiarą udającą jakąś tam księżniczkę.Może moja mama to zauważyła.Chciałabym aby była to prawda,ale raczej chodziło o coś innego.Ale o co?Weszłam do kuchni gdzie stała moja mama.Była zapłakana.
-Co się stało?-spytałam.Serce zaczęło mi walić.Co się mogło stać?Przecież przed moim wyjściem było wszystko w porządku oprócz kłótni z moją matką i Bellą.
-Oj..cie...c.-wydusiła przez łzy.Nie mogła mówić.Łzy ciekły jej po policzkach niczym strumyk.
-Co z ojcem!?-krzyknęłam już zdenerwowana.
-Miał...-tu nastała wielka cisza.-wypadek...
-Co?!-wrzasnęłam tak głośno jak tylko potrafiłam.-Gdzie teraz jest!?
-Za granicą w Nowym Yorku.Dostałam telefon.Nie dojedziemy tam teraz.Jest niedziela.-była bezradna.Coraz grubsze łzy ciekły jej po policzkach.Stałam jak słup.
-A gdzie jest Bella?!
-Poszła na ten koncert.-powiedziała trzymając w dłoni chusteczkę.
-Aha.Mamo ciągle próbuj dodzwonić się do tego szpitala.Ja powinnam znaleźć jakiś transport.-wybiegłam z domu trzaskając drzwiami.Czułam jak z oczu ciekną mi pojedyncze łzy.Usłyszałam głos Justina.Jego koncert był trzy ulicy dalej.Biegłam jak szalona.Nie myślałam o niczym innym jak znaleźć Bellę i wyjechać z miasta do taty.
Gdy byłam już na miejscu Justin śpiewał tam nową piosenkę ' Pray '.Stanęłam i zapatrzyłam się w niego,lecz po chwili otrzęsłam się i szukałam Belli.Ochroniarz przy wejściu nie chciał mnie wpuścić.
-Ale ja muszę! Zrozumcie.-wtedy wyciekły mi łzy.-Proszę was! Mój ojciec jest w szpitalu.Miał wypadek.Tu jest moja siostra.Muszę po nią iść.
-Wiesz ile panienek tak mówi?-zakpił ze mnie.
-Proszę was! Tylko ją znajdę i wyjdziemy.Mówię prawdę.-prosiłam.
-Nie ma mowy.Z nami nie jest tak łatwo.-wtedy paru widzów stojących przy wejściu odwróciło się do nas.Obserwowało mnie zapłakaną i dwóch ochroniarzy-grubych i złych.Po krótkim czasie widzowie skupili swój wzrok na nas.Justin zatrzymał się i też zauważył grupę stojącą przy wejściu.
-Co się tam stało?-zapytał przez mikrofon.Jeden z ochroniarzy stojący obok mnie pomachał mu ręką  na znak ,że nic się nie stało.Potem pokazał na mnie.-Jasmine?!
Wszyscy widzowie byli zaskoczeni.Sama się im nie dziwie.Obserwowałam wszystkich obok.Zauważyłam jak Bieber idzie za scenę.Co on chce zrobić?Wtedy na scenę wszedł jego menadżer Usher i poprosił ochroniarzy aby mnie przepuścić i przyjść ze mną za scenę.Poszłam.Za sceną stał JB.Miał białe spodnie i fioletowy sweter pod,którym miał biały T-shirt.
-Co chcesz?-powiedziałam przymusem.
-Co się stało?Czego tu tak szukałaś?-Justin zauważył moje czerwone oczy ,z których leją się łzy.-Ty płaczesz!? Czemu?Powiedz mi.Proszę.Chcę ci pomóc.
-Szukałam mojej siostry.Mój tata miał...-zatrzymałam się.-wypadek.
-Wypadek?!Gdzie?-zaniepokojony zapytał.Zdałam sobie sprawę w tym momencie,że na prawdę mu zależało.
-W Nowym Yorku.Samolotem nie wylecimy.Wszystkie bilety wykupione.-wyszeptałam.Nie  miałam siły mówić głośno.-Mój ojciec był dla mnie wyjątkowy.To on opiekował się i więcej czasu spędzał ze mną.Miał wypadek.Nie mogę tego pojąć.-Dlaczego tak jest?!-krzyknęłam a  Justin zaskoczony popatrzył na mnie.
-Ja...nie wiem.
Oczami Justina.
-Ja...nie wiem-przypomniałem sobie wtedy mojego ojca,który nie kochał mnie.
-Dlaczego akurat teraz musi być ten cholerny wypadek?! Wtedy kiedy nie mogę do niego przyjechać,przytulić i mu pomóc.-Jasmine była  zdenerwowana.Nie mogłem się powstrzymać-przytuliłem ją.Ona odwzajemniła uścisk.Widocznie tego jej teraz najbardziej brakowało.Płakała.
-Będzie dobrze.Zobaczysz.-pogłaskałem kciukiem jej  mokry policzek.-Ja ci pomogę.Na pewno.Nie zostawię cię.
-Justin jesteś dla mnie ciągle obcą osobą.Nie znam cię,a ty się mną za bardzo przejmujesz.-powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak.Wiem.Ale jest coś w tobie,co mnie przyciąga do ciebie.Przy tobie czuje się całkiem inaczej.Jestem bardziej otwarty na uczucia.Jestem tym dawniejszym Justinem-oznajmiłem jej.
-Ale to jest dla mnie za trudne,aby gwiazda taka jak ty spotykała się ze mną tak normalną dziewczyną.U ciebie liczy się kariera.U mnie szkoła.To nie jest proste.Wmawiałam sobie,że jesteś gwiazdką,która nie ma uczuć,a jednak myliłam się.Jesteś inny.Przynajmniej przy mnie jesteś normalny.Ale teraz kiedy tata miał wypadek-tutaj położyłem jej palca na wargach.Nie chciałem aby już nic mówiła.Chciałem tylko jednego.Pocałowałem ją lekko i bardzo czule.Spodobało jej się to,ponieważ odwzajemniła mój pocałunek.
-Justin co my robimy?!-odepchnęłam się od niego.
-Nie wiem.-popatrzyła na mnie jej brązowymi oczami.-Słuchaj.Mam pomysł jak ci pomóc.Pojadę z tobą i twoją mamą z siostrą do taty.Ja was zawiozę.Mam samochód.Może wtedy się lepiej poznamy.I co ty na to?
-Justin nie musisz się na mnie litować.Nie potrzebuje tego.-szepnęłam.
-Wcale się nie lituje.Ja chcę ci pomóc.Poznać cię lepiej i w ogóle.-Miałem wrażenie,że coś do niej czuję.Coś mocnego.Coś co mnie przyciąga do niej.
-Jeśli chcesz...-Cieszyłam się,ale nie mogłam się uśmiechnąć.Nie uśmiechałam się często.Razem z JB wyszliśmy na scenę...
                                                               ***
Rozdział mniejszy niż zawsze ale ogólnie nie mam czasu na nie.Bloga nie zamykam; D.Tylko rozdziały nie będą długie.Mam nadzieję,że się wam podoba.I proszę was jak już piszecie komentarz to napiszcie jakieś swoje opinie na temat rozdziałów.Nie wiem kiedy będzie następny.Na pewno wtedy kiedy będę miała czas.Do następnego♥

3 komentarze:

  1. bardzo fajny rozdział !! :)
    tylko szkoda że to tak sie szybko zaczęło z
    tymi uczuciami. ale jest Ok!!
    czekam na następny;***

    OdpowiedzUsuń
  2. nawet fajnie ;*
    zapraszam do mnie;
    get-back-baby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. spoko ;]]
    rozdział nawet troche taki smutny ..;(xDDDDD
    fajny ten twój blog ;]

    OdpowiedzUsuń