niedziela, 10 kwietnia 2011

Rozdział 4-Hell is changing in the sky.

Oczami Jasmine.
Wyszliśmy razem na scenę.Justin złapał mikrofon i przybliżając go do jego ust powiedział:
-Słuchajcie!Mam do was ogromną prośbę.Ta dziewczyna potrzebuje pomocy.A moi ochroniarzy jej nie pomogli,więc na pewno wy mi pomożecie.-uśmiechnął się słodko.-Jasmine szuka swojej siostry.Jej tata miał wypadek.Jasmine jak twoja siostra ma na imię?
-Bella.-rzekłam.Byłam zarumieniona.Nie jedna dziewczyna chciała tu stać.
-Bella jesteś tu?-wtedy zobaczyłam jak jedna dziewczyna o blond włosach wychodzi z płaczem.
-Jest tam!-wskazałam palcem i biegiem zeszłam ze sceny.Justin zrobił to samo.A fanki piszczały jak opętane.Po chwili dogoniłam siostrę i mocno ją przytuliłam.-Słyszałaś?Tata miał wypadek.Trzeba mu pomóc.Justin nam pomoże.Zobaczysz będzie dobrze.
Sama nie mogłam uwierzyć,że zbliżyłam się do takiego stopnia do Belli.Myślałam,że takie plastki nie mają uczuć.
-Ale jak to ?On nam pomoże?-spojrzała na Biebera.
-Pomogę wam chętnie.-uśmiechnął się do niej i lekko przytulił.-Dzwonie do Ushera.
Wyjął telefon i wybrał numer do swojego menadżera.
Oczami Justina.
Zadzwoniłem do Ushera.
-Usher?!...Halo...!Jesteś?!
-Justin uciekaj w bezpieczne miejsce!Twoje fanki panikują!Uciekaj!-Usher tak strasznie krzyczał,że ledwo go zrozumiałem.Rozłączyłem się.
-Jasmine!One tu biegną!-krzyknąłem i wskazałem palcem na środek ulicy gdzie można było zauważyć biegnące fanki.
-Chodź do nas.Szybko!-dodała szybko Bella.Biegliśmy chyba z 30 min,aby zgubić szalone fanki i bezpiecznie dostać się do domu Jasmine i Belli.Kiedy znaleźliśmy się już na podwórku dziewczyn powiedziałem zdyszanym głosem:
-Boże!Nigdy więcej.One są szalone.
-Idziemy do  mamy.W domu zadzwonisz jeszcze raz do Ushera i powiesz mu gdzie jesteś.-powiedziała Jas.Była wykończona tą bieganiną.Chyba dzisiejszego dnia nie zapomnę nigdy.Byłem bardzo zły na moich fanów,ponieważ mieli mi pomóc.Weszliśmy do domu tam zobaczyłem uśmiechającą się do nas mamę Jasmine i Belli.Nie wiedziałem o co tu chodzi,przecież ich ojciec miał wypadek.
-Mamoo!-krzyknęła Bella-Co się stało?
-Kochani dzwonił tata ! Nic mu się nie stało!-krzyknęła ich matka.Była tam szczęśliwa.
Oczami Jasmine.
Spojrzałam na matkę z wielkim zaskoczeniem.Rzuciłam się na najbliższą osobę.Nie zwracałam nawet uwagi na kogo.Dopiero potem ocknęłam się i zauważyłam,że był to Justin.Widziałam jak się cieszy.Zdaję mi się,że zapewnię cieszył się z mojego mocnego uścisku.Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Mamo jak to się stało?Skąd się o tym dowiedziałaś?-powiedziałam.
-Dzwonili ze szpitala.Ojciec jest zdrów jak ryba.Ma małe draśnięcia.Niestety nie przyjedzie prędko,ponieważ samochód został uszkodzony.-odpowiedziała mi mama.
-Wiesz co mamuś?To jest Justin.On chciał nam pomóc.To się nazywa bohater.-Bella spojrzała na Biebera i zarumieniła się.I znowu zaczęła.Te jej gierki.Na mojej twarzy pojawił się grymas.Bella zakochała się w nim po uszy.
-No to ty jesteś słynny Justin Bieber.-moja matka obejrzała go od dołu do góry.-Moja córka Bella dużo o tobie mówiła.Słyszałam,że się tu przeprowadziłeś.Serdecznie zapraszam twoich rodziców na kolacje.Musimy ci podziękować za to jak bardzo się poświęciłeś.
-Yyy..dziękuje.Chętnie przyjdę z mamą.-powiedział.
-A tata?-strasznie się zawstydziłam.Moja mama nie wiedziała,że ojciec JB odszedł od jego rodziny.Spróbowałam coś wy myśleć i szybko dodałam:
-No to super!Dziękuje ci Justin,że pomogłeś mi.Jestem ci wdzięczna.Tak się cieszę,że ojcu nic się nie stało.Nie wiem co bym sobie zrobiła gdyby go zabrakło.-wpatrzyłam się w jego czekoladowe oczy.
-Nie ma za co...-uśmiechnął się szczerze.-Przyjedziemy koło 20.00.Pasuje?!
-Tak,tak.-szepnęłam a matka powtórzyła głośniej.
-Jasmine mogę z tobą porozmawiać?-spytał.Na co szybko odpowiedziałam:
-Pewnie!Chodź wyjdziemy.
Wyszliśmy za drzwi,a tam Justin musnął mnie w usta.Nogi robiły mi się jak z waty.
-Słuchaj co ty robisz-spytałam uśmiechając się.
-Myślałem,że ci to pasuje.-odwzajemnił uśmiech.
-Hm...Dziękuję ci za pomoc.-pocałowałam go lekko w usta i położyłam rękę na klamce do domu.Justin złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Ej! Dobra dosyć.Do zobaczenia o 20.-spróbowałam się odepchnąć.
-Dobrze.Do zobaczenia!-powiedział a po chwili przyjechał po niego  Usher.
Godzina 19.30
Byłam zdenerwowana.Z szafy wyjęłam wszystkie możliwe ciuchy na kolacje.Za pół godziny mieli przyjechać,a ja jeszcze w ogóle nie byłam naszykowana.Wtedy weszła do mojego pokoju Bella.
-Hm..A ta czarna sukienka z tymi butami na szpilce będą pasować?-spytała.
-Rzeczywiście.-uśmiechnęłam się lekko.-Dzięki...
-Nie ma za co...Powiedz mi.Czy tobie podoba się Justin?
-Coo?!Przestań.-chciałam uniknąć tematu.-Co założyć do tych butów i sukienki?
-Unikasz tematu?-popatrzyła na mnie dziwnie.
-Ja?Nie.To co założyć do tego?-spytałam ponownie.
-Może...ten naszyjnik?-podniosła srebrny i długi naszyjnik z sercem.
-Dobrze.Będzie to fajnie wyglądać.Idę się ubrać.-poszłam do łazienki a tam przebrałam się w naszykowane ciuchy.-I jak ?
-Zajebiście wyglądasz.-uśmiechnęła się szeroko.
-Już 20!-krzyknęłam.Wyjrzałam za okno i zobaczyłam samochód.Zapewne był to Bieber.Zeszłam razem z Bellą na dół.
                                                                        ***
Tak wiem...Nudaa.; | Przepraszam ale w ogóle nie mam weny.Nic.Po prostu nic.Ale mam nadzieję,że to minie.Nie dawno był egzamin i ogólnie jestem załamana.Obiecuję,że się poprawie.Do następnego.♥

2 komentarze:

  1. super jak zawsze ! :***

    OdpowiedzUsuń
  2. nawet fajnie ;]
    zapraszam na mojego bloga:
    www.chwila-w-niebie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń